sobota, 16 lipca 2016

Komiksowe lato (11) Republic (27) Spadająca gwiazda


Spadająca gwiazda
Komiks dość nietypowy. Totalnie nie powiązany z serią. Niestety to właściwie dość spory zapychacz nie mający nic wspólnego z resztą świata SW.
-Fabuła. Bardzo prosta, młody Jedi rozbija się na planecie i pomaga księżniczce, której kraj został zajęty przez złego gościa. Mamy złe roboty, które nie przypominają niczego z Star Wars i sam komiks jest bardziej czymś w stylu star wars Tales, a nie Republic.
-Komiks nie jest jednak zły, to przeciętna historyjka, która dość mocno nawiązuje do Legend of Zelda i niestety wiele elementów tu jak zamek, po prostu nie pasują do space opera przeniesione 1 do 1.
-Postaci są do bólu sztampowe, napisane bez pomysłu.
Podsumowując, jest to jeden z dziwnyh komiksów, którymi jedyną wartością jest bycie ciekawostką dla nerdów. 5/10

piątek, 15 lipca 2016

Komiksowe lato (10) Star Wars Republic: Infinity's End

Infinity's End
Ten komiks jest dość ciekawy stąd oprócz wrażeń, będzie też kilka ciekawostek.
-Początek jest mało w klimacie SW. Mamy statek, pilotów i wielką katastrofę pokazującą nam wielki problem jaki musi rozwiązać główny bohater. To znacznie bardziej kojarzy się z filmami Star Trek, czy innymi space opera, a nie Gwiezdnymi wojnami
-Fabuła jest dość prosta, co jest plusem, bo wcześniejsze komiksy brały zbyt dużo na swoje barki. Jednak problemem jest jej treść, która do SW słabo pasuje
-Quinlan Vos jest tu mało charakterystyczny, praktycznie to mógłby być każdy inny Jedi
-Wykorzystanie Dathomiry, planety z książki Ślub księżniczki Leii jest na plus, jednak to jak przedstawiono tę planetę troszeczkę odbiega od tego jak prezentowała ją książka. Zresztą jak popatrzymy na większość artów, to planeta wygląda inaczej niż w komiksie. Ma się wrażenia jakby twórcy mocno inspirowali się Gwiednymi wrotami i chcieli przerobić Dathomirę na coś, co bardziej przypomina Egipt.
-Wygląd sióstr nocy jest dość specyficzny. Wynika to z tego iż wtedy nie było tylu artów je przedstawiających, więc twórca miał dużą swobodę. Jednak ta wizja jest dość specyficzna i mocno osadzona w tym jak rysowano postaci kobiece w latach 90. Stąd siostry mają kaptury, a niżej wydekoltowany strój, który wygląda jak trykot. Taką manierę możemy dostrzec też w chociażby Opowieciach Jedi, ale ten komiks wyszedł już znacznie później i właściwie dopiero w tym komiksie dostaliśmy coś takiego w Republic.
-Osobiście mi wygląd sióstr nie zbyt się podoba.
-Historia poprowadzona dobrze, chociaż mogłaby być lepsza. Design planety i sióstr jest troszeczkę za bardzo odchodzący od książek i za bardzo osadzony w tym co wtedy było na topie. Na plus komiksu działają nawiązania do EU.
8/10

CIEKAWOSTKI:
-Strój matki Zalem przypomina ten, który w serialu TCW nosiła matka Talzin. Co wskazywałoby na to, że twórcy Wojen klonów inspirowali się tym komiksem
-Wspomina się w tym komiksie, że Yoda napotkał wiedźmy z Dathomiry. Jest to nawiązanie do Ślubu księżniczki Leii, gdzie Luke znajduje nagranie z Yodą mówiącym o niebezpieczeństwie napotkanym na planecie
-Quinlan Vos mówi o pięciu ognistych pierścieniach Fornaxa. Wspomnienie tego miejsca pojawiło się już w komiksach marvela adaptujących Nową nadzieje.

Komiksowe lato (9) Republic 19-22 Zmrok

Zmrok
Dzisiaj ciąg dalszy Republic. Po słabych Wysłannikach Jedi przechodzimy do czegoś znacznie lepszego. Bowiem następuje w serii moment przełomowy, który zmieni serie i poniekąd Gwiezdne wojny.
Głównym bohaterem jest Quinlan Vos, który budzi się nie pamiętając kompletnie nic. Z czasem przypomina sobie o swojej uczennicy, Aayli Securze i robi wszystko by ją odnaleźć. Wkracza na trop wielkiego spisku.
Wcześniej narzekałem, że postaci Jedi są strasznie mało charakterystyczne. Tu się to zmienia. Vos jest złożony intrygującą postacią i jego pojawienie się sprawiło,że zaczęto inaczej pisać postaci Jedi. Był pierwszym "Jedi z problemami", który odgrywał ważniejszą rolę w uniwersum. Z czasem większość postaci zaczęto tak pisać. Wystarczy chociażby porównać Wysłanników Jedi z komiksem Jedi Shaak Ti by dostrzec znaczną różnicę jakości.

Po raz pierwszy pojawiła się tu też Aayla Secura, uwielbiana przez wszystkich twi'lekkianka. Nie odgrywała tutaj jeszcze aż takiej dużej roli poza byciem celem dla Vosa. To zostanie poprawione w kolejnych komiksach z nimi.
Fabuła komiksu jest świetna, dużo się dzieje, a każdy zwrot fabularny ma sens. Gdzieniegdzie wstawione są drobne elementy humorystyczne, ale pasują one do fabuły.
Rysunki są ładne. Jan Duursema potrafi dobrze rysować postaci, zwłaszcza te płci żeńskiej.
Na pewno warto przeczytać ten komiks,bo jest tego warty.
10/10

Komiksowe lata (8) Strażnicy Galaktyki: Jutrzejsi Avengers

Jutrzejsi Avenrgers
Jest zbiór historyjek, które wrzucono do pierwszego tomu Strażników Galaktyki. Wiąże się z tym kilka problemów. Po pierwsze historie nie są podpisane, więc nie wiadomo jak się nazywają. Po drugie są to kompletne zapychacze mające wypełnić tom.
Drax
Historia tego bohatera to w większości bezsensowna i kiepsko narysowana walka.Postaci wyglądają jak z kiepsko narysowanej kreskówki
Groot
Ładne rysunki, jednak sama historia pomimo iż prosta strasznie przegadana
Rocket
Słaba historyjka z dziwnymi rysunkami
Gamora
Ładne rysunki, lecz historia to tylko mało ciekawa walka.

Ogólnie te historie miały pokazywać charaktery bohaterów i to jak Star Lord je ponownie zwerbował, ale ogólnie pomysł jest słabo wykorzystany. Wolałbym cieńszy i tańszy tom niż wrzucanie historii na poziomie najsłabszych historii z SW komiks.
2/10

Komiksowe lato (7) Star Wars Republic 13-18 Wysłannicy Jedi

Wysłannicy Jedi
Pierwsze wrażenie z czytania komiksu jest pozytywne. Początek mówi nam o postaciach i relacjach między nimi. Niestety potem akcja przenosi się na Malastare i wtedy komiks zaczyna być sztampową historyjką z wielką rozwałką na końcu.
-Fajnie rozwinięto tu postać Mrocznej kobiety, pokazując jej metody szkolenia
-Dobrze, że sięgnięto po nową planetę zamiast znowu Tatooine
-Wyjaśniono skąd Even Piell ma bliznę
-Zapowiedź wątku Vosa
-Postaci Jedi mało charakterystyczne
-Wątków jest zbyt dużo, akcji też, co prowadzi do cąłkowitego bałaganu na końcu.
3/10

środa, 13 lipca 2016

Komiksowe lato (6) Guardians of the Galaxy I: Kosmiczni Avengers

I tom 3 volu Strażników Galaktyki. Wydany przez egmont w serii Marvel now.
Podzielę się tu moimi wrażeniami.
-Fabuła jest do bólu sztampowa, brakuje tu jakiś zwrotów akcji, czy czegoś co sprawiłoby, że to byłoby ciekawe. Trochę za dużo wpakowano tu walki i rozwalania czego się da. Zdecydowanie lepiej wypadło przedstawienie originu Star Lorda, który był fajnie wkomponowany do reszty i ten fragment historii był interesujący.
-Oczywiście by przyciągnąć ludzi, których nie interesują strażnicy (komiks ukazał się przed filmem) wepchnięto tu Iron Mana. Niestety jego pojawienie się jest tu strasznie na siłę i praktycznie nie wynika tu nic w relacjach między postaciami zabawnego czy ciekawego z tego względu. W ogóle w komiksie brakuje humoru i lekkości, tak samo jak relacji między postaciami. Tutaj mamy po prostu grupkę walczących bohaterów.
-Rysunki są ładne. Pomimo iż zmieniono wygląd postaci względem vol 2, to postaci nie są podobne do tych filmowych. I czemu Gamora nosi zbroje? Z tego co kojarzę wszędzie zawsze nosiła po prostu jakieś skórzane ciuchy, albo kompletnie niedorzeczne stroje będące totalnym fanserwisem. Chodzi mi o to, że skoro postać przez tyle lat nie potrzebowała zbroi to czemu nagle miałaby ją ubierać. Zwłaszcza, że takowa ograniczałaby jej ruchy. Groot wygląda tu jak jakiś potwór, a nie sympatyczny drzewopodobny kosmita.
-Ogólnie to mam mieszane uczucia. Brakuje tu trochę zagłębienia się w postaci, pokazania ich relacji, dogryzania sobie. Bo właściwie taka fabuła mogłaby być praktycznie przepisana do każdej serii o grupie postaci, tak bardzo nie używa ona marki. Gdybym nie widział filmu to pomyślałbym nawet, że tej grupy wręcz nie da się dobrze pokazać. Mam nadzieje, że później zamiast rzucać wielkimi rzeczami w stylu Ziemię atakują groźni kosmici skupią się bardziej na postaciach.
W tym tomie jest jeszcze jedna historia (niestety jej tytuł nie jest napisany gdy się ona zaczyna, ani nie jest oddzielona, więc gdyby nie ciąg dalszy nastąpi kończący te historie byłby jeszcze większy bałagan). Jutrzejszych Avengersów ocenie później, lecz patrząc po rysunkach i pierwszych stronach raczej nie będzie to nic ciekawego.

Komiksowe lato (5) Republic 7-12: Przybysz

Przybysz
Jest to trzecia historia z serii Republic. Znów głównym bohaterem jest rycerz Jedi Ki Adi Mundi. Ma on lecieć na Tatooine by dowiedzieć się czegoś o pewnym Jedi, który został uznany za zmarłego.
Niestety znów mamy Tatooine, co jest denerwujące, bo jak na wiochę zabitą dechami to pojawia się ona praktycznie wszędzie.
Ogólne moje wrażenia:
-Fabuła miała duży potencjał, lecz nie został on w pełni wykorzystany (kłopot wielu komiksów SW z lat 90.). Zwłaszcza pod koniec robi się dość chaotycznie
-Za dużo ekspozycji i wyjaśnień w postaci tekstu. To niestety maniera starych komiksów, gdzie jeszcze często wprowadzano mnóstwo dialogów, myśli bohaterów, przydługie ekspozycje. Komiks jest medium posługującym się zarówno obrazem jak i tekstem. Zbytnie nagromadzenie tekstu po prostu trochę to wszystko psuje.
-Wątek układania się z Jabbą był trochę bezsensowny i przewidywalny
-Pojawia się Aurra Sing i po raz pierwszy widzimy ją w akcji.
-Dialog Ki Adiego z Mroczną kobietą ciekawy i stanowi świetne wprowadzenie tej postaci.
-Rysunki są ładne jak na lata 90. 
Podsumowując. Komiks z nie do końca wykorzystanym pomysłem. Znów pojawia się Tatooine, co jest trochę już nudne.
7/10

poniedziałek, 11 lipca 2016

Komiksowe lato (4) Republic 1-6


Dziś zacznę omawianie komiksów z serii Star Wars Republic. Opowiem co się mi w nich podoba i nie podoba. W pierwszych sześciu zeszytach mieliśmy dwie historie i omówię je razem.
 

Wstęp do Rebelii
Komiks w którym Ki Adi Mundi leci na swoją rodzinną planetę do swojej żony i dzieci. Pierwsza rzecz jaka się rzuca w oczy to rysunki są one dość kolorowe i można mieć wrażenie, że miejscami trochę nie pasują one do świata Star Wars.
Fabuła zapowiada się obiecująco widzimy jak na planecie działają dwie silne opcje konserwatyści pragnący nie ufać zbytnio technologii i nowocześni, którzy technologią są zafascynowani. Ten wątek byłby ciekawe gdyby nie fakt, że jedna strona jest pokazana jako ta lepsza, a druga jako ta zła zepsuta. Późniejsze wydarzenia tylko to potwierdzają. Z czasem fabuła przenosi się na planetę Tatooine, gdzie Ki Adi musi uratować swoją rodzinę.
Problem jest taki, że im dalej w fabule tym słabsza ona jest. To był początek serii i można odnieść wrażenie, że nie wiedziano jak dobrze pisać fabuły (cierpi na to wiele innych komiksów SW z lat 90.)

Dość sporym minusem jest to, że Ki Adi jest zbyt posągową idealną postacią, co sprawia że jest mało ludzki. Cały komiks jest dość przeciętny. Jedyne co go wyróżnia to pokazanie planety Cerea, choć może wygląda ona trochę za bardzo jak z kolorowanki dla dzieci to  ogólnie wygląd budynków, czy miejsc jest ładny. Choć wadą jest trochę ziemski wygląd planety czy strojów postaci.

Ogólnie komiks bardzo średni 5/10


Przysięga sprawiedliwości
Komiks o młodym Ki Adi Mundim, który przybywa na planetę Cerea by znaleźć tego kto zabił jego ojca. Jest to dość prosta historia, która mogłaby robić za jego origin. Jednak niestety w żadnym komiksie z Ki Adim nie widzimy wpływu tych wydarzeń na tę postać, co sprawia, że to tylko luźna opowiastka, a nie coś co zdefiniowało dalsze życie bohatera (jak w przypadku gdy dowiadywaliśmy się o przeszłości Quinlana Vosa).
To co dobre w tym komiksie to sceny gdy Mroczna Kobieta przybywa po Ki Adi Mundiego, by szkolić go na Jedi. Co prawda nie wnosi to zbyt wiele do uniwersum, ale jest pewną ciekawostką.
Rysunki nadal są nieco zbyt kolorowe. Niektóre postaci wyglądają nieco dziwnie, ale na szczęście w późniejszych komiksach serii nie ma już tego problemu.
Komiks nieco lepszy niż Wstęp do Rebelii, ale to w zasadzie prosta opowiastka, która miała potencjał być czymś interesującym i ważnym, ale została tylko zapychaczem z paroma ciekawymi elementami.
7/10

 
CIEKAWOSTKI
  • W Przysiędze sprawiedliwości po raz pierwszy widzimy Mroczną kobietę, postać która będzie pojawiała się jeszcze w kilku historiach z Republic i komiksie Zagłada.
  • Tylko w Przysiędze sprawiedliwości widzimy Mroczną kobietę, gdy była brunetką, w późniejszych komiksach jej włosy są już siwe.


sobota, 9 lipca 2016

Komiksowe lato (3) All new X-men tom 1: Wczorajsi X-men


Ostatnio w przypływie ponownego zainteresowania komiksem postanowiłem sięgnąć po serie All new X-men z wydawanego przez egmont Marvel now.
+Fabuła: Stara ekipa X-men zostaje przeniesiona w czasie. Fajny motyw.
+Uczynienie jednej z najbardziej praworządnych postaci tym złym (i wreszcie przez to jest ciekawa)
+Pojawia się Shadowcat
+Mamy klasyczny X-menowy motyw tego jak ludzie reagują na mutantów
+Wreszcie jakaś seria X-men (poza Astonishing X-men), która jest ciekawa
+Świetne wykorzystanie potencjału fabuły
+Piękne rysunki
+Pomimo masy ciągłości udało się opowiedzieć historie tak, aby sensownie w nią wprowadzić, ale też by to była dobra opowieść.

-Mało Shadowcat
-W sumie trochę mało postaci kobiecych
-Parę stron podwójnych jest tak narysowanych jakby były pojedynczymi przez co jest parę momentów, gdzie można pogubić się jak czytać.
Oceniam komiks na 9/10

czwartek, 7 lipca 2016

Komiksowe lato (2,5) Seria Legendy

Napisze parę słów o tym co uważam o serii Legendy. Niestety podobnie jak Wielka kolekcja komiksów Marvela popełnia ona masę błędów, które mogą zniechęcić odbiorcę.
Ale zacznijmy od plusów.
+Są wydawana komiksy z Star Wars w Polsce. To jednak ważne by pojawiały się komiksy z Legend po Polsku
+Powtórzenia niektórych tytułów.W niektórych przypadkach ma to sens, bo na przykład takie Karmazynowe Imperium to naprawdę interesująca opowieść, a jest obecnie praktycznie nie dostępna.
+Nie ma tu grafik na grzbiecie, więc nie trzeba kupować wszystkiego

Samo wydanie jest ładne. Choć jest ono bardziej pod kolekcjonerów. Wolałbym wydanie tańsze, niż takie przez które muszę płacić 50 złotych za tom. Dla mnie liczy się sama historia, a nie jej oprawa.
Inne wady:
-Inny rozmiar niż poprzednie komiksy Egmontu. To jest okropne. Nie dość, ze kosztują więcej to są większego formatu, mają zupełnie inne grzbiety przez co słabo się prezentują na półce.
-Grzbiety są dość zwyczajne, nie takie jak w przypadku wydań TPB (gdzie każda seria miała swój charakterystyczny układ elementów na grzbiecie) przez co gdy wydadzą kilka tomów jakieś serii nie będzie się wyróżniać jako seria, bo będzie wyglądała tak samo jak reszta komiksów z kolekcji

Najważniejszą jednak wadą jest dobór historii. Większość z nich to albo nic nie znaczące pojedyncze historie, albo początki serii. Mamy więc:
-Cienie Imperium-komiks sam w sobie słaby i broni się jakoś tylko jeśli czytało się książkę pod tym samym tytułem, bo tak to po prostu słaba historyjka wyrwana z kontekstu.
-Darth Vader i Widmowe więzienie-Nie wnoszący nic do uniwersum komiks, będący pojedynczą historią z Vaderem.
-Czystka-zbiór wszystkich komiksów Czystka. Dla mnie to totalnie bez sensu. Nie dość, że tylko pierwszy i ostatni z tych czterech komiksów jest faktycznie w miarę ciekawy, to tak na prawdę wszystkie to ograny pomysł Jedi kontra Vader eksploatowany mnóstwo razy. O ile do Star Wars komiksu te historie pasowały to wrzucenie do Legend było bez sensu. Jest wiele ważniejszych, ciekawszych tytułów
-W cieniu Yavina- czyli komiks z serii Star Wars wydawanej pod koniec istnienia Legends. Zamysł serii to opowiadać historie Luke'a i spółki na nowo jakby nic tam nie było. Sam pomysł na serie jest sztampowy i słaby, a dodanie tego do kolekcji Legend wydaje mi się słabe. Po prostu kolejny zapychacz.
-Mroczne Imperium-totalny bezsens. Skoro niby chcą zrobić serie dla tych co chcieliby poznać Legendy, to po jakiego grzyba dawać tam serie, która dla wielu jest argumentem na to jak całe Star Wars Legends jest słabe. No i mamy tu pierwszą część, bez wydania kolejnej (teraz już wiadomo, że wyjdzie, ale gdy wychodził ten tom nie było wiadomo). Ten komiks jest po prostu nie udanym eksperymentem, który broni się tylko jako ciekawostka dla nerdów, a nie jako coś co może być ambasadorem marki.
-Mara Jade: Ręka Imperatora-dość przeciętny średniak, pomimo bazowania na ciekawej postaci i nawiązań do EU, to nie jest to coś wartego 50 złotych. To zwykły zapychacz.
-Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada-komiksy z Bobą sprawdzały się świetnie w SW Komiks, ale przy cenie 50 złotych za kilka historyjek z tym łowcom to sięgną po to tylko fani tej postaci. Dla innych będzie to tylko zapychacz.
-Karmazynowe Imperium-komiks faktycznie dobry, który zdecydowanie może pokazywać jak fajne są gwiezdnowojenne komiksy. Problemem jest to, że w pierwszym rzucie kolekcji nie mamy pozostałych tomów. Na szczęście poinformowano, że te zostaną wydane. Ale tu mamy coś co ewidentnie nadaje się do tej serii i zasługuje na ponowne wydanie.
-Najlepsze opowieści-będzie to zbiór komiksów z Star Wars Tales. Czyli różne krótkie komiksy. Większość z nich była w SW komiks (ci którzy czytali zapewne kojarzą krótsze historie będące wypełniaczem pozostałych stron, to właśnie z Tales). Jak dla mnie to raczej kolejny zapychacz, bo ciężko znaleźć w Tales tyle naprawdę dobrych komiksów by były one warte kupna tomiku. Co innego w tanim czasopiśmie za 7 złotych (w takim sprawdzają się dobrze). Jedyne co mogłoby mnie skłonić do sięgnięcia to gdyby wrzucili tam wydany niegdyś przez amber komiks Zagłada. Reszta albo już była, albo nie jest ciekawa.
-Opowieści Jedi: Dawni rycerze-to faktycznie dobry wybór, bo Opowieści Jedi są dla Legend bardzo ważną serią. Bardzo często w grach wideo, książkach czy komiksach pojawiają sie nawiązania do serii. Szkoda tylko, że jak na razie to wygląda na to, że wydadzą tylko jeden tom z tej serii.
-Karmazynowe Imperium II i III-choć druga część jest słabsza to dobrze, że wydają kolejne części, bo pierwsza, była świetna

Jak widać w serii dużo zapychaczy (6), jeden komiks, który ludzi bardziej zniechęci niż zachęci i kilka faktycznie dobrych pozycji. Zamiast rozstrzelać się na całość uniwersum, mogli skupić się na wydaniu paru serii w całości.  Bo jak to ma kogoś zachęcić do czytania komiksów SW, skoro wydaje on 50 złoty na komiks będący początkiem czegoś co nie wiadomo czy wydadzą całe. Poza tym akurat taki dobór tytułów słabo pokazuje atuty uniwersum.

Komiksowe lato (2) Mara Jade: Ręka Imperatora

 Mara Jade: Ręka Imperatora
Komiks z dość popularną postacią, ale niestety jest on dość średni. Przybliże tu moje odczucia po przeczytaniu komiksu. Zarówno te pozytywne jak i negatywne.
+ Wiele nawiązań do ówczesnego EU. Pojawiają się nawiązania do Cieni Imperium, do X-wingów oraz Trylogii Thrawna, w której debiutowala Mara Jade
+Pokazanie Mary Jade jako agentki Imperatora jest świetne
+Sama postać też ciekawie zarysowana
+Rysunki nie są złe jak na swoje czasy
+Gdy akcja przenosi się na wydarzenia po bitwie o Endor, akcja też idzie w miarę ciekawie
+Pierwsza połowa komiksu jest całkiem spoko...
-...druga już nie
-Niestety komiks reprezentuje poziom wielu komiksów SW z lat 90., czyli nie jest tragicznie, są fajne rzeczy, ale ciężko się czyta i miejscami wszystko się wlecze
-Dużo przemyśleń bohaterki, które nie są, ani ważne, ani ciekawe, a sprawiają, że historia jest przegadana
-Historia sprawia wrażenie, że twórcy trochę nie wiedzieli jak pociągnąć tę historie
-Troszeczkę przesadne rysowanie bohaterki, gdy się za kogoś przebiera, albo kogoś udaje. Ja rozumiem, że ma wygladać jak inna osoba, ale pewne rzeczy powinny chociaż sprawiać wrażenie że to ta sama postać. Czasami zresztą wystarczy, że Mara jest w innym stroju i już rysują ją inaczej, jakby była zupełnie inną osobą.
-Końcówka nudna i sztampowa
-Inny format niż w przypadku komiksów SW wydawanych przez Egmont we wcześniejszych latach (od amberowego formatu też się różni)
-Komiks niezbyt warty 50 złotych.

Dość średni komiks. O ile jak takie kiedyś pojawiały się w Star Wars Komiks, to za te 7, 10 czy 15 złoty można było po to sięgnąć, tak przy obecnych wydaniach to totalnie się nie opłaca.

Komiksowe lato (1) Astonishing X-men


I tom kupiłem go w ciemno na konwencie (jedno z większych konwentowych szaleństw 55 złotych za komiks tylko dlatego, że napisał go Joss Whedon, twórca firefly, który teraz marnuje swój potencjał w MCU).
Ja z X-men mam tak, że od początku podobał mi się ich koncept, ale za każdym razem, gdy sięgałem po coś z nimi to było jak dla mnie słabe. I film był dla mnie średni, II totalnie słaby i dość nie pamiętam żadnego z wątków, Ostatni bastion wyłączyłem w połowie (choć sam pomysł z lekiem był ciekawy i co ciekawe pojawia się on w Astonishing X-men)
TAS był okropnie dziecinny (ten Spider-mana bronił się nawet gdy po raz pierwszy widziałem go mając 21 lat, a X-men nie)
X-men Ewolucja nie miało zbyt wiele wspólnego z X-men, poza użyciem postaci. Jedyny plus jest taki, że tak po raz pierwszy zobaczyłem postać shadowcat.
Potem czytałem komiksy wydane przez TM-Semic z serii X-men. I chociaż były fajne elementy (pojawienie się shadowcat, oraz postać Nightcrawler).
Następnie Ultimate X-men. Strasznie mnie niewciągnęło, wręcz nudziło i jak zawsze to było tak, że postaci i pewne pomysły wydawały mi się fajne, ale ogólnie jako całość wydało strasznie średnio nudząc mnie.Chociaż jak czytałem Ultimate Spider-mana, to wątki w których gościli X-meni były fajne. I to tam postać Shadowcat była super.


Co do Astonishing X-men tomy 1-3:
+Dobrze rozpisana ekspozycja w pierwszym tomie. Stosunkowo łatwo można wychwycić o co chodzi (w teorii to niby każdy run jest tak pisany, ale temu wychodzi to naprawdę dobrze)
+Świetna postać Shadowcat (szkoda, że w filmach nie jest główną postacią, może wtedy byłyby lepsze)
+Ogólna intryga ciekawa
+Fajne zwroty akcji
+Dużo relacji między postaciami
+Dla mnie było plusem, że znajomość X-menów z lat 80., które wydawał TM-Semic mi się przydało (bo to oznaczało, że pomimo, że czytając Sagę mrocznego feniksa, czy cały wątek Hillfire Club się nudziłem, to chociaż dzięki temu rozumiałem więcej z AX-M)

+Wszystkie postaci są bardzo charakterystyczne i dobrze zarysowane
+Motyw z lekiem na mutacje świetnie poprowadzony
+Gościnne występy innych postaci (w tym biały Nick Fury, Fantastyczna czwórka czy Spider-man)


+Smok Shadowcat jest super!
+Ładne rysunki
+Beast wyglada bardziej kocio, ale to nawet bardziej mi się podoba
-Wątki z drugiego i trzeciego tomu trochę nie są tak super jak pozostałe i momentami wydają się trochę za bardzo nadmuchane, potraktowane przesadnie podniośle. Ale nadal to ciekawe wątki.

niedziela, 8 listopada 2015

Babilon 5 sezon 2 Nadejście cieni

Nadejście cieni
Tak nazywa się drugi sezon serialu. Już od pierwszego odcinka w pełni wynagradza przetrwanie gorszych momentów 1 sezonu. Fabuła serialu była planowana jako całość i to widać. 2 sezon to praktycznie wstęp pod kolejne wydarzenia. Praktycznie każdy odcinek jest na swój sposób ważny, a konfrontacje między stronami przechodzą do następnego etapu.

Zmieniają się też postaci. Jednej z najnudniejszych się pozbyto, a wiele innych przeżyło spore zmiany charakteru związane z wydarzeniami dziejącymi się wokół. W tym serialu nie ma postaci jednoznacznie dobrych czy złych. Jedni czasem mając dobre intencje zatracają się w agresji, inni muszą porzucić walkę i działać bardziej politycznie.
Do serialu dodano trochę humoru tu i ówdzie w mniej znaczących wątkach. Nie psuje on oglądania, raczej pozwala spojrzeć trochę z innej perspektywy na bohaterów i rozładować napięcie. To rzecz, której trochę brakowało w pierwszym sezonie.
Scenografia, kostiumy nadal świetne. Wiadomo, że seriale, zwłaszcza te stare są dość ograniczone w tym zakresie. Jednak twórcy ładnie z tego wybrnęli. Dobrze wykorzystali to co dało się zrobić, byśmy uwierzyli w te miejsca. Efekty komputerowe choć mocno sztuczne to mają swój retroklimat i dodają serialowi uroku.
Czołówka jest znacznie lepsza niż w pierwszym sezonie.
W serialu nie zabrakło tajemnic, zwrotów akcji i różnych politycznych rywalizacji. 2 sezon mocno na tym się skupia i robi to naprawdę dobrze.
9/10

poniedziałek, 26 października 2015

Babilon 5 Zjazd, Znaki i zapowiedzi

Babilon 5 jest serialem science fiction, space opera. Opowiada o stacji, która ma być niezależną przestrzenią dyplomatyczną mającą jednoczyć wszelkie rasy.

Początkiem "Babylon 5" jest jednak film Zjazd, będący pilotem serialu.

Zjazd
Film z 1993 roku jest prologiem serialu. Jeśli patrzeć na niego jak na zwykły film, to mamy dość średnią, sztampową historię. Jednak ma on swoje momenty. Służy w miarę dobrze jako wprowadzenie, bo mamy tu wiele scen, które zapoznają nas ze światem i postaciami. Jednak sama fabuła filmu jest dość słaba. Jedyny powód do obejrzenia to właśnie te sceny wprowadzające, bo one wyszły świetnie. Gdy pierwszy raz podchodziłem do serialu, sceny z filmu bardziej zapamiętałem niż te w serialu.
4/10

Sezon 1: Znaki i zapowiedzi
Sezon ten jest właściwie wstępem do serialu i w tym kryje się cała jego wada. Twórca serialu widać, że umie wymyślać całe światy, obce rasy i mnóstwo rzeczy tworzących ten świat, jednak nie idzie mu zbyt dobrze zrobienie pojedynczych odcinków, które wprowadziłyby do niego widza. Stąd też poziom sezonu jest nie równy. Zdarzają się odcinki bardzo słabe, a zdarzają się mega rewelacyjne. Czasami same odcinki trudno oceniać bo na kilka prezentowanych wątków jeden jest ciekawy, a pozostałe nudne. Najlepiej wychodzą te odcinki, które widać, że są zapowiedzią tego wokół czego będzie toczyć się akcja kolejnych sezonów. Tajemnice, które sprawiają, że aż człowiek chce sięgnąć po następny odcinek. Zazwyczaj jednak ten następny jest powrotem do mało ważnych spraw.

To co wyróżnia Babilon 5 od chociażby Star Trek DS9, to znacznie poważniejsze historie. Tu nie zawsze mamy szczęśliwe zakończenia, postaci stoją czasem przed dylematami, które faktycznie mają jakieś znaczenie i gdzie nie ma dobrej i słusznej drogi. W Babilon 5 postaci są rozbudowane, złożone. Nie ma tych dobrych, ani tych złych. Tutaj każda rasa ma coś na sumieniu. Przedstawione rasy mają swoją historię, w której nie brakowało przemocy i konfliktów zbrojnych.

Gdyby serial powstawał w dzisiejszych czasach raczej zostałby zdjęty po kilku odcinkach. Twórca "Babilon 5" nie potrafi tworzyć pojedynczych historii, które wprowadzą widza w to wszystko i chwycą go tak by nie odszedł. 1 sezon miejscami zapowiada ciekawe rzeczy, lecz gdybym nie wiedział, że kolejne sezony są znacznie lepsze to raczej bym przerwał oglądanie w trakcie.
4/10

środa, 23 września 2015

Różowe lata 70.

Jak zapewne wielu wie, jestem fanem seriali space opera. Jednak jest jeszcze jeden gatunek, który lubię i  z którego wiele widziałem. Są to seriale komediowe. Lubię je. Gdy czasem nie mam co robić odpalam Comedy central i patrzę co nadają. W ten sposób napotkałem mnóstwo seriali. Sporo z nich była dość średnia, parę słabych, ale i też trochę dobrych.

Omawiany serial początkowo robił na mnie dość słabe wrażenie do czasu kiedy nie natrafiłem na maraton jednego z sezonów. Pomimo iż na tle innych seriali nie wydawał się niczym szczególnym na tle innych przedstawicieli gatunku to jednak dialogi i postaci były na tyle dobre, że nawet nie pomyślałem o przełączeniu na inny kanał.

W ciągu ostatnich dni obejrzałem od początku do końca wszystkie sezony serialu "Różowe lata 70.".
Od początku do końca, wszystkie odcinki.

Serial opowiada o młodych ludziach żyjących w latach 70. Główne postaci są zasadniczo wielkim plusem serialu. Każda postać ma w sobie coś charakterystycznego, co sprawia, że ich interakcji z innymi są ciekawe i zabawne. Poza tym postaci się rozwijają i to w miarę konsekwentnie. To co przeżyli w jakiś sposób wpływa na nich. Poza tym twórcy prze większość czasu umiejętnie stawiali przed bohaterami kolejne wyzwania tak, by z jednej strony nie było nudno, a z drugiej są one dość realne i nie popada się tu przesadę. Płynnie jedne problemy przechodzą w drugie, nie niszcząc jednak samych postaci.

Plusem są dialogi. To jedna z ważnych elementów gatunku. I w tym serialu są one dobre. Nie jeden tekst zostaje w głowie po obejrzeniu.
Zaletą też są różne wstawki w stylu wyobrażeń bohaterów, które nawiązują do popkultury.

Oczywiście poziom serialu nie jest równy. Pierwsze 2 sezony są dobre. Dość często nawiązują one do wydarzeń lat 70. jak chociażby rosnący feminizm czy premiera "Gwiezdnych wojen". Fabuła choć często czerpie popularnych motywów to jednak robi to często w świeży sposób. Potem mamy 3 sezon, który jest dość mocno sztampowy, a serial zaczyna być po prostu kolejnym sitcomem jak wiele innych. Wiele żartów było już mniej zabawnych, fabuły były mniej przemyślane, a za to bardziej przewidywalne. Na szczęście dość mądre posunięcie twórców przy zakończeniu sezonu otworzyło furtkę do sezonu 4-tego. Już pierwszy odcinek jest interesujący, a później jest tylko lepiej. Sam finał też był ciekawy. Potem sezon 5, który trzymał poziom poprzednika. Sezony 4-5 co prawda skupiał się bardziej na postaciach niż na latach 70. jednak ponieważ postaci były dobrze napisane, to nie przeszkadzało to serialowi, a działało na jego korzyść. Niestety jak osiąga się szczyt to można tylko spaść. Szósty sezon był już słabszy od poprzedników. Nadal był to dobry serial, ale niektóre motywy, były dość kiepsko poprowadzone. I w tym sezonie mamy też moim zdaniem słaby wątek w finale sezonu. Zarówno początek jak i finał 6 sezonu nie są tak dobre jak przy poprzednich, a zakończenie tego sezonu może nawet wydawać się nieco bezsensowne. 7 sezon  kontynuował dalej historie, ale ma się wrażenie, że już twórcom troszeczkę brakowało pomysłów. Rozwój postaci i to co się z nimi wcześniej działo miało tutaj mniejsze znaczenie. Pojawiło się masa motywów z dość naciąganą logiką. Finał choć trochę poruszający i nostalgiczny to jednak patrząc z perspektywy fabuły zdawał się być kitem wciśniętym w ostatniej chwili. 8 sezon był jednak najsłabszy. Brakowało już pomysłów. Nawet odejście aktorów grających dwie z głównych postaci, nie zepsuło tak tego sezonu jak po prostu brak pomysłu na dalsze losy bohaterów. Zakończenie nie wyróżnia się zbytnio, ani na plus ani na minus. Jest tak samo miałkie jak reszta sezonu.

Wadą serialu może być poziom niektórych odcinków w ostatnim sezonie. Tak samo konsekwencja i dobre rozbudowywanie postaci ginie gdzieś w 7 sezonie. Niektóre odcinki czy żarty mogą się wydawać czasem nieco  wtórne.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Grałem w grę (1) Bioshock Infinite

Gry komputerowe mają w sobie pewien potencjał, który niestety rzadko kiedy jest wykorzystywany. Chodzi mi o sposób opowiadania opowieści. Gry często spychają fabułę na margines traktując ją tylko jako pretekst. A nawet jeśli opowiadają pełnowymiarową historie to upodabniają ją do innych mediów. Na przykład w starych RPG czy grach tekstowych fabuła była opowiadana jak w książce, głównie poprzez opisy i pojedyncze ilustracje (sam obraz pełnił bardziej funkcje pewnych umownych symboli). W dzisiejszych czasach wiele gier próbuje naśladować filmy. Jednak wychodzi to różnie.

Bioshock Infinite jest świetne jeśli chodzi o warstwę fabularną. Doskonale wykorzystuje specyfikę gry komputerowej by opowiedzieć historie. Dla niektórych wadą może być, że na aspekcie opowieści skupiono się za bardzo.  Gra ma bowiem poważną wadę: jako gra sama w sobie nie jest niczym rewelacyjnym czy innowacyjnym. Pod względem systemu rozgrywki pojawiają się pewne rażące błędy i dziwne rozwiązania. Przez to zwłaszcza pod koniec strzelanie robi się upierdliwym dodatkiem to wspaniałej opowieści. Zwłaszcza, że pod koniec większość wrogów zaczyna się powtarzać, a ci nowi nie są ciekawi, tylko bardziej irytujący. Problemem bywa to, ze w grze mamy przy sobie tylko dwie bronie. Za każdym razem jak podnosimy nową tracimy tą którą mieliśmy w ręce. Czasami może doprowadzić do tego, że podczas finału nie będziemy odpowiedniej broni i będziemy musieli powtarzać ów etap mnóstwo razy. Niestety w finale poziom trudności nagle skacze i nawet na najłatwiejszym poziomie sprawia trudności.
Fabuła może się wydawać prosta. Mamy pójść do pewnej wieży i zabrać z niej więzioną młodą dziewczynę. Jednak to sprowadza na nas kłopoty.
Może to brzmieć jak jakaś baśń, jednak pomimo pięknej nieco bajkowej grafiki i pewnych elementów fabuły, gra jest bardzo mroczna. Bajkowa stylistyka służy jako pewien kontrast z mroczniejszymi lokacjami.  Świat gry jest piękny. nie jest to jakaś fotorealistyczna grafika, ale jest bardzo ładna. Główne miejsce akcji czyli miasto Columbia jest niesamowicie piękne. W sumie nie widziałem ładniejszej lokacji w żadnej grze komputerowej. Nie dość, że mamy tu piękną architekturę, to jeszcze każdy budynek, każda lokacja ma masę różnych szczegółów. Dużo jest wszędzie różnych plakatów propagandowych czy rzeczy, które mówią nam o historii miasta.
Historia opowiedziana w grze jest w miarę sprawnie. Klimat opowieści wręcz wylewa się z ekranu. W dodatku fabuła mówi o wielu różnych rzeczach, a nawet ma porządne zwroty akcji, które mają sens. Problemem niestety jest to, iż w Polskiej wersji nie możemy zobaczyć wszystkich elementów układanki w rodzimym języku. Audiodzienniki na które natrafiamy w różnych miejscach, które mówią nam co nie co na temat świata, nie zostały przetłumaczone na język Polski. Tak samo różne plakaty czy napisy pojawiające się na elementach otoczenia. Jednak nie przeszkadza to w ukonczeniu i cieszeniu się nią.
W grze pomaga nam Elisabeth, dziewczyna, którą ratujemy z wieży. Jest to świetnie zrobiona postać. Nie dość, że ma ona dużo charakteru, to widać też, że twórcy bardzo się starali by jej zachowanie było jak najbardziej realistyczne. I udało im się to. Postać, ta zachowuje się bardzo naturalnie, że aż ciężko uwierzyć, że nie jest prawdziwa.
W dodatku twórcy znaleźli dla tej postaci dobre zastosowanie w walce. Podczas, gdy my strzelamy do hord wrogów, ona szuka amunicji i soli (coś jak mana w butelce). W dodatku jest też w stanie aktywować pewne elementy otoczenia. Postać ta jest sercem tej gry. Jej relacja z Bookerem (postać w którą się wcielamy) jest świetnie poprowadzona.

Zdecydowanym plusem fabuły jest to jak bardzo jest ona kompletna. Nie ma tu żadnych furtek do sequela. Żadnych gorzej wykorzystanych elementów fabuły. Po prostu mamy kompletną opowieść.
W momencie premiery gry nie mieliśmy w niej nic poza fabularną kampanią. Jednak z czasem pojawiły się 3 DLC do gry.

Starcie w chmrach
Pierwszym z nich było Starcie w chmurach czyli swego rodzaju tryb wyzwań, gdzie walczymy z hordami przeciwników. Każda misja ma też zadanie specjalne. Na przykład zabij wszystkich wrogów z określonej broni, albo nie strać punktów życia.
Dodatek zawiera 4 areny, które niestety są żywcem przeniesione z samej gry.
Jak wspominałem walka w Bioshocku nie była zachwycającym elementem (była wykonana na poziomie poprawnym), stąd też ten dodatek nie ma w sobie nic wielkiego i ważnego.

Pogrzeb na morzu część 1
Ten dodatek otwiera cykl dwóch dodatków wiążących Infinite z poprzednimi Bioshockami. Dla fanów tych gier jest to ciekawa rzecz. Problemem jest jednak to, że pierwsza część w gruncie rzeczy dość krótka. Całość można przejść w dwie godziny.
Dodatek jest dość drogi i jak na tak krótką grę kosztuje zbyt dużo. Na szczęście każdy, kto posiada Polską pudełkową wersje gry wszystkie trzy dodatki dostaje gratis.Na steam można wykupić dostęp do wszystkich dodatków i jest to bardziej opłacalna opcja. Zwłaszcza jak znajdziemy jakąś dobrą ofertę.
Pogrzeb na morzu część 2
Druga część jest znacznie dłuższa. Można powiedzieć wręcz, że jest trochę za długa. Fabuła powiem jest dość prosta, ale trochę za bardzo przeciągana na siłę. Warto wspomnieć, że w tym dodatku wcielamy się w Elisabeth, co ma zasadnicze wady. Po pierwsze nikt nam nie podaje amunicji, ani soli. Po drugie nie widzimy Elisabeth. Po trzecie postać ta jest znacznie słabsza w walce i wiele poziomów jest stworzonych wokół skradania.
Jest tu jeszcze więcej nawiązań do Bioshocków. Sam dodatek ma swoje plusy jednak mnie jakoś nie zachwycił. Jeśli mamy go za darmo to warto przejść, ale czy warto kupować? No tylko jeśli ktoś bardzo lubi Bioshocka.
Warto też zauważyć iż oba dodatki Pogrzeb na morzu dość mocno odchodzą od atmosfery Bioshock Infinite i trochę mi się to nie podobało. Mimo wszystko wolałbym cos bliższego głównej grze.
Choć są pewne momenty, którymi się nieźle zachwyciłem, to były też takie które mnie zamęczyły i były dla mnie już trochę zbyt przesadnie mroczne.


CIEKAWOSTKI
-Sama gra zmieniała się przez lata. W pierwszym filmiku odnośnie gry, pochodzącym z 2010 roku, Elizabeth wygląda nieco inaczej i pełni inną rolę w walce. Zamiast szukać amunicji to używa specjalnych umiejętności do walczenia z atakującymi nas wrogami.
-W 2011 pokazano filmik z rozgrywki. Żadna z tych sekwencji nie trafiła do ostatecznej gry. Warto jednak dodać, że w ów filmiku znajduje się odniesienie do Gwiezdnych wojen. W jednym z momentów widać kino z napisem Revenge of the Jedi (tytuł który miała mieć 6 część Star Wars zanim zmieniono ją w Powrót Jedi).

Gra Bioshock Infinite jako gra nie wymiata, wręcz miejscami irytuje i nudzi. Jednak jako opowieść jest naprawdę ciekawą pozycją, która może zainteresować nawet niedzielnych graczy.
Szkoda, że nie ma więcej takich gier. Chętnie zobaczyłbym opowieść z tak ciekawą fabułą wśród gier Star Wars. Niestety zamiast tego produkują Battlefronta, który nie będzie miał fabuły.
Szkoda, że twórcy gier nie dostrzegają potencjału opowiadania opowieści w nich. Sami gracze czasami mówią. "Chcesz fabuły? to obejrzyj sobie film.". Co pokazuje, że ludzie nie rozumieją, że opowieść opowiedziana w grze jest inna niż filmowa. Gra poprzez interaktywność ma większą możliwość wciągnięcia nas w opowieść.

środa, 17 czerwca 2015

Nostalgiczna telewizja (1) Europa da się lubić

Jak już zobaczyliście w moim rankingu najbardziej nostalgicznych programów telewizyjnych bardzo lubiłem program "Europa da się lubić". Mój opis zawarty w ów artykule był nieco chaotyczny, przez co postanowiłem napisać nieco więcej o tym programie.

W programie obcokrajowcy mieszkający w Polsce opowiadali o swoich krajach. Program ten wystartował w 2003 roku i miał za zadanie przybliżyć Polakom kraje europejskie.

Ze wszystkich programów jakie leciały w telewizji ten lubiłem najbardziej. Zaczęło się w 2003 roku, kiedy to przez cały miesiąc miałem nogę w gipsie. Dzięki temu zamiast chodzić do szkoły mogłem całymi dniami siedzieć przed telewizorem (internet wtedy wydawał mi się nierealnym marzeniem). Przełączając po kanałach natrafiłem na TVP2 i program "Europa da się lubić". Obejrzałem i uznałem, że jest to w miarę ciekawy program. Jednak to nie był moment, kiedy zostałem jego wielkim fanem. Nie było źle, ale to jeszcze nie był poziom, który potrafiłby mnie jakoś wciągnąć. Niby wszystko było na swoim miejscu, jednak dopiero w następnych sezonach program kompletnie rozwinął skrzydła.
Co ciekawe na zakończenie pierwszego sezonu poleciał odcinek specjalny. Nie było to nic szczególnego, po prostu zmontowane różne fragmenty z odcinków programu. Ów odcinek miał emisje tylko raz i to dość późno (Niedziela 22.45). W internecie nie ma żadnych danych o nim, nie istniał on w oficjalnym spisie jaki można było znaleźć na stronie TVP kiedyś. Na wikipedii też nie ma o nim żadnej informacji. Pamiętam oprócz pory o której leciał to, że był on dłuższy niż godzina. Na tym urywają się wszelkie moje wspomnienia o tym.

Nastał 2 sezon. Zdecydowanie program nabrał kolorów. Było znacznie ciekawiej, zabawniej i jakoś znacznie lepiej się to oglądało. Pojawiło się parę nowych osób, które nadawały programowi wiele uroku jak chociażby Elisabeth Duda czy Martina Karlova. Same odcinki miały też ciekawe tematy przewodnie.
Warto wspomnieć iż był to czas szczytu popularności programu. Jego uczestnicy zaczęli się co raz częściej pojawiać w innych programach. Latem 2004 roku był specjalny program Lato bez granic. Była to letnia modyfikacja Pytania na śniadanie, którą współprowadzili uczestnicy  z "Europa da się Lubić".

 3 sezon w sumie był fajny, ale jakoś się nie wyróżniał. Jak dla mnie był trochę słabszy. Nie wiem czy to kwestia poruszanych tematów, czy tego, że nieco rzadziej na ekranie pojawiały się osoby, które lubię najbardziej.
Z okazji 50. odcinka pojawił się benefis "Europa da się lubić". Był on bardzo słaby. Całość trochę zrealizowana bez pomysłu. Różne żarty, występy były dość nudne. Ostatnimi czasy udało mi się obejrzeć go jeszcze raz i zrobił na mnie równie negatywne wrażenie.
Kolejnym rozczarowaniem był fakt iż w wakacje 2005 roku nie było żadnych powtórek programu. Nie dość, że trzeba było czekać kilka miesięcy na nowe odcinki to nie było możliwości objerzenia ponownie poprzednich, ani zobaczenia tych, które się przegapiło. Warto wspomnieć, że program nie posiadał żadnego pasma powtórkowego, więc jeśli przegapiło się dany odcinek to można było liczyć tylko na to, że kiedyś dadzą powtórkę. A te jak były puszczane to w godzinach typu 13 w środku tygodnia i to kompletnie losowo dobierając odcinki. Tak więc możliwość obejrzenia powtórek w wakacje byłaby fajna.

Po wakacjach pojawił się kolejny sezon programu. Pasmo rozczarowań kontynuowane. Pierwszy odcinek, który nam zaprezentowano po wakacjach czyli Europa Miss był dość nudny i słaby. W dodatku zmienił się wygląd studia. Był on może i ładny, ale nie pasował do tego programu. Ten pomarańczowo-fioletowy wystrój był w programie najdłużej i gdy go ujrzałem pomyślałem sobie "Jakie to beznadziejne. Gorszego nie mogli wymyślić" (dobra rada: nigdy nie mów gorzej być nie może bo wszechświat może zrozumieć to jako wyzwanie, ale do tego wrócimy później :D )
Na szczęście kolejne odcinki 4 sezonu serialu wynagradzały słaby poziom tego pierwszego. A już dwa tygodnie po emisji tego marnego odcinka pokazano ten, który do dziś jest moim ulubionym czyli Vive la France! Był on dość zabawny, interesujący i było w nim dużo Elisabeth Duda.
To był sezon przy którym wciągnąłem się na maxa w oglądaniu programu. Jak tylko zaczynał się program rzucałem wszystko i oglądałem.
Co ciekawe w tym sezonie popularność programu spadła. Wynikało to z tym, że po wejściu Polski do Unii skończył się szał na związane z tym programy. Poza tym program był nadawany w niedzielę o 20, kiedy TVN wypuścił 2. edycje Tańca z gwiazdami. Europa da się lubić rzucano po ramówce (wrzucano go na poniedziałki 21, środy o 19).  Mówiło się nawet zdjęciu programu z anteny.

Sezon 5 był nieco słabszy. Co raz częściej poruszano tematy, które już miały swój odcinek. Zwłaszcza pod koniec tego sezonu widać było trochę więcej nudy i wtórności. Były też jasne punkty. 100 odcinek został uświęcony porządnym odcinkiem, co mnie cieszyło.
W sezonie piątym program powoli zniżał swoją formę.

Jednak był on niczym wobec szóstego sezonu. Wygląd studia przerzucił się z jednej skrajności w drugą. Po bardzo jaskrawych kolorach, teraz studio było czarne. Kompletnie nie pasowało to do rozrywkowego programu.
Poruszane tematy to głównie powtórki tego co już było. I nie byłoby może w tym nic złego, gdyby nie fakt iż podobnie jak w poprzednim sezonie co raz więcej pojawiało się nowych uczestników. Ci zaś nie mieli tego czegoś, co przyciągało widza. Większość z nich była po prostu nudna.
Zwieńczeniem programu był odcinek Europa bye, bye, który został specjalnie nakręcony po tym jak ogłoszono zakończenie emisji programu. Był on pożegnaniem z programem. Dla mnie było to dość spore wydarzenie. Cieszę się, że TVP dała możliwość fanom programu pożegnać się z nim zamiast po prostu urywać go bez słowa. Było to dla mnie o tyle ważne, ponieważ pomimo niskiego poziomu programu w tym sezonie, ja nadal go oglądałem. Przyjemnie było więc zobaczyć oficjalne zakończenie, w którym pojawią się ci najbardziej znani uczestnicy.

Gdy program się kończył czułem, że nadszedł czas na koniec programu. Po prostu szósty sezon i większość piątego pokazywały, że program ten powoli upada. Jednak nie żałuje tych chwil spędzonych przed telewizorem. W owym czasie raczej byłem dość samotny. Nie wiele było rzeczy, które sprawiały mi radość. Ale ten program niezmiernie mnie cieszył. I jestem w stanie wybaczyć każdy słabszy sezon za te które były najlepsze.

Moje wypowiedzi na temat sezonów nie mają charakteru dokładnej recenzji. Wynika to z tego, iż dziś właściwie to nie da się obejrzeć tego programu. Tak, więc moje opinie opierały się głównie na wspomnieniach jakie mi zostały.

piątek, 15 maja 2015

Wyzwanie 100 filmów w 2015 roku cz.6

Ostatnio mało oglądałem filmów, więc tym razem tylko dwie krótkie recenzje


45. Megamocny
Reklamy i plakaty raczej pokazywały ten film jako komedie. Coś w stylu Shrek czy Epoki lodowcowej. Prawda jest taka, że ten film nie jest komedią.
Co prawda bierze pewne schematy, wykrzywia je i pokazuje w przerysowany sposób, ale dużo bardziej skupia się na postaciach, na ich problemach.
Fabuła nie powala oryginalnością. Większość użytych elementów już widzieliśmy jednak ten film ma ciekawe postaci i oglądanie ich problemów wciąga. Historia broni się bardziej dzięki postaciom, a nie samej fabule.
9/10

46. Zemsta Sithów
Ten film właściwie wydał mi się wspaniały tak jak kiedyś. W sumie to pomimo rozgałęzienia fabuły przedstawiono ją dość sprawnie. Nie było tu bałaganu wielu wątków jak chociażby w trzeciej części Piratów z Karaibów.
Nie jest to może film tak świetny jak oryginalna trylogia, ale jest dość blisko. Oglądając ponownie Atak klonów dostrzegałem co raz więcej problemów tego filmu i rzeczy które w nim nie wypaliły. Przy Zemście Sithów rzeczy, których można by się przyczepić są dostatecznie ukryte. O ile myśląc o filmie jak nerd, rozkładając go na czynniki pierwsze widzi się je i wygladają poważnie. Jednak w samym filmie nie rzucają się w oczy. Mimo, że można było poświęcić przejściu Anakina więcej uwagi, to jednak cała historia ma sens i jest świetnie pokazana.
W filmie mamy dość sporo pięknych planet, wspaniałe pojedynki na miecze świetlne (w dzisiejszych filmach jakoś zapomina się o tworzeniu porządnej choreografii walk). Wszystko to sprawia bardzo pozytywne wrażenie.
Ten film w przeciwieństwie do wielu dzisiejszych produkcji podkreśla emocje bohaterów, umiejętnie używa wszelkich w środków wizualnych jak i dźwiękowych by nadać sceną odpowiedni klimat.
To porządne kino jakiego teraz mi brakuje.
10/10

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Biblioteka Jedi (2) Trylogia Thrawna

Teraz klasyka, która tak naprawdę rozpoczęła Expanded Universe. Wcześniej EU było tylko zwykłym odcinaniem kuponów od starej trylogii. Jednak w latach 90. pojawiła się trylogia Thrawna.

Trylogia Thrawna
Seria składa się z trzech tomów: Dziedzic Imperium, Ciemna strona Mocy i Ostatni rozkaz. Zostały one napisane na początku lat 90. Popularność serii spowodowała powstanie całej masy książek z uniwersum Star Wars.

Dlaczego warto to przeczytać?

1. Dalsze losy filmowych postaci
Dowiadujemy się co dalej z Hanem, Lukiem i Leią. Co działo się po bitwie O Endor, Jak toczy się dalej walka z Imperium. Timothy Zahn, który napisał tą książkę dobrze wykorzystuje filmowe postaci. Wykorzystuje potencjał jaki w nich jest.

2. Nowe postaci
W książkach pojawiają się także i nowe postaci. Autor jednak świetnie wplata je w świat sprawiając wrażenie jakby były w nim cały czas.
Tutaj po raz pierwszy pojawiły się takie postaci jak Mara Jade czy Wielki admirał Thrawn, które zyskały na tyle wielką popularność, że potem były dość często wykorzystywane w różnych innych książkach czy komiksach.

3. Fabuła
Jest ona ciekawa. Autor ładnie rozwinął świat pokazując nam zupełnie nowe miejsca. Poza tym fabuła jest wielowątkowa i raczej wszystkie wątki są interesujące.
Nowe elementy świata nie są wrzucone na siłę, mają swoją przeszłość i uzasadnienie. Gdy czytamy książkę czujemy jakbyśmy weszli do tego świata, nie jesteśmy zagubieni, ale jednocześnie mamy świadomość, że bohaterowie mają jakąś przeszłość.
Poza tym autor nie unikał pokazania emocji bohaterów, np. wątek Luke'a jest pewnym jego zagubieniem w obliczu nowego wyzwania. To sprawia, że postaci stają nam się bliższe. Zresztą nawet Imperium nie jest tu całkowicie złe. O ile w EU często przesadzano robiąc z Imperium albo bandę psychopatów, którzy z byle powodu będą bombardować miasta, albo bandę głupków, która da się łatwo pokonać. Tu tak nie ma. Imperium jest pokazane po prostu jako druga strona, bez faworyzowania, czy wartościowania.

4. Klimat
Trylogia ta dość sporo klimatu starej trylogii, jednak dorzuca tutaj coś od siebie. Rozwija świat o nowe planety, rasy, postaci. Poza tym to pierwsza historia, która otwiera nam fabułę o tym co działo się z głównymi postaciami po Powrocie Jedi. Późniejsze książki mimo iż nie zawsze nawiązują bezpośrednio to w jakiś sposób uznają pewne rzeczy, które zadziały się wcześniej.
Jeśli chcemy dowiedzieć się co wg Legendarnego kanonu działo się dalej z Lukiem, Hanem i Leią to należy zacząć właśnie tutaj.

CIEKAWOSTKI
-Tu można znaleźć fanowski audiobook całej trylogii.
-Na podstawie serii powstały komiksy, które opowiadają tą samą fabułę, jednak czyta się je znacznie gorzej niż książkę (dlatego lepiej sięgnąć po książkę).
-Fani tak pokochali tą serie, że w 2007 powstał list otwarty, aby zekranizować Trylogię Thrawna
-Był niegdyś projekt zrobienia animacji na podstawie tej serii, jednak nic z tego nie wyszło.
-Odwołanie się do Trylogii Thrawna pojawiło się w zwiastunie fanowskiej produkcji "Tales of the New Republic", która miała opierać się na motywach z książek i komiksów EU

sobota, 18 kwietnia 2015

Telewizyjna podróż przez galaktykę (1) Ucieczka w kosmos

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
No, a właściwie w latach 90. i przez pierwszą połowę poprzedniej dekady powstało kilka ciekawych seriali s.f.. Były to sciene fiction z prawdziwego zdarzenia pełne obcych, robotów, innych planet i różnych niezwykłych rzeczy.
Zupełne przeciwieństwo współczesnych produkcji, gdzie nawet jeśli bierze się w miarę niesamowity temat to robi się z niego coś przyziemnego. Chociażby na taką manierę cierpi Defiance, w którym akcja dzieje się w jednym miejscu na ziemi czy inne seriale teoretycznie s.f., ale raczej powinny być nazywane low s.f. (bo tylko biorą drobne elementy z gatunku).

Dzisiaj wrócimy do starych dobrych czasów. Do galaktyk pełnych niezwykłych rzeczy, do kosmicznych przygód jakich nie powstydziłyby się "Gwiezdne wojny".
Wpis ten zacznie przegląd najciekawszych moim zdaniem seriali space opera. z dawnych czasów.


Ucieczka w kosmos (Farscape)
Rok produkcji: 1999-2003

Nazywam się John Crighton...
Serial opowiada o astronaucie, który podczas lotu wahadłowcem wpada do tunelu czasoprzestrzennego. Trafia do innej galaktyki pełnej różnych kosmitów. 
I ta galaktyka jest naprawdę inna. Twórcy naprawdę fajnie powkładali w fabułę różne drobnostki, które jeszcze bardziej rozbudowują ten świat. Sprawia to, że mamy wielki ciekawy świat pełen niesamowitych obcych.


....Jestem astronautą...
Serial w pewnym sensie wyprzedzał swoją epokę. Zamiast jak inne seriale tego typu, skupiać się na przygodach bohaterów, postanowiono tu się skupić na samych postaciach i relacjach między nimi. Tak samo nie jest on stricte przedstawicielem jednego gatunku, tylko łączy w sobie różne gatunki. O ile dzisiaj w serialach to w miarę normalne, ale w czasach gdy robiono ten serial tak nie było. Ten serial był prekursorem. Szedł w nową stronę. To sprawia, że serial jest wspaniały. 


Przez tunel w czasoprzestrzeni dostałem się do odległej części wszechświata...
Mamy gromadkę wyrazistych postaci różnych ras. Przy czym inna rasa nie oznacza dodania innego kształtu uszu czy nosa jak w Star Trek czy Star Gate. Kosmici są bardzo inni. Pomimo iż są robieni starymi metodami (jak w klasycznych Gwiezdnych wojnach), to są bardzo żywi i prawdziwi. Częściowo to też wynika z historii. Cała fabuła wrzuca wiele detali na temat tego świata. Budują one jego realność. Poza tym też różne rasy nie tylko różnią się wyglądem, ale też pod względami kulturowymi. Każda społeczność jest inna i bohaterowie pochodzący z nich widać, że z niej pochodzą. Po prostu widać w nich wpływy kultur w których dorastali. Takie rzeczy sprawiają , że wierzymy w ten świat. Relacje Johna z kosmitami i różne dialogi w którym nasza rzeczywistość zderza się z tą inną rzeczywistością nadają temu serialowi wyjątkowego charakteru.

                                 


...na statek.... na żyjący statek pełen dziwnych, obcych form życia...
Cały serial to jedna wielka kantyna Mos Eisley z Gwiezdnych wojen. Wszędzie masę kosmitów robionych starymi metodami. Efekty CGI ograniczone do minimum, a te które są wyglądają bardzo klimatycznie. Serial pomimo żonglowania wieloma zupełnie przeciwnymi gatunkami jak komedia czy dramat, ma swój unikalny klimat. Czasem dzieją się tu nieco szalone rzeczy, czasami dzieją się poważne dramaty, wątpliwości. 


Wzywam pomocy. Czy ktoś mnie słyszy?
Serial w przeciwieństwie do innych nie milczy przy tym, nie ucieka od emocji, czy pokazania problemów postaci (jak teraz robi się bardzo często w filmach fantastycznych/mających fantastyczne elementy). Gdy John trafia do tego innego świata, podkreśla się jego zagubienie, problemy ze zrozumieniem rzeczywistości. Dostosowanie się do tego świata jak w życiu jest długą drogą. Tak samo jak relacje między postaciami. Tutaj nie mamy tak, że postać dołącza do nich w pierwszym odcinku, a potem w 3. czy 4. ratuje pozostałym tyłki i są wielkimi przyjaciółmi. Nie, relacje są bardzo naturalne. Tak samo jak postaci. Każda z nich ma jakieś swoje wady. Każda z nich czasem musiała zrobić coś złego, albo stanąć w trudnej sytuacji. Ale pomimo tego wszystkiego serial nie jest telenowelą, czy smutnym dramatem. To nadal przygoda w stylu Gwiezdnych wojen, ale jeszcze bardziej szalona i jeszcze bardziej zagłębiająca się w postaci.

Aeryn: Dlaczego chcesz wrócić na planetę, na której szerzą się choroby i jest tyle nieszczęść?
John: Wy nie macie czekolady 
Jeśli spodobał wam się film "Strażnicy galaktyki" i chcielibyście zobaczyć coś w tym stylu to właśnie ten serial jest warty uwagi. Przy czym pierwszy sezon ma pewne słabsze momenty (zwłaszcza w środku). Zresztą pierwszy odcinek pomimo iż jest bardzo fajny też nie jest odcinkiem w stylu "robimy wszystko by cię zachęcić". Raczej skupiają się na opowiedzeniu historii. 
Warto przecierpieć gorsze momenty, bo serial jest tego wart.