Napisze parę słów o tym co uważam o serii Legendy. Niestety podobnie jak Wielka kolekcja komiksów Marvela popełnia ona masę błędów, które mogą zniechęcić odbiorcę.
Ale zacznijmy od plusów.
+Są wydawana komiksy z Star Wars w Polsce. To jednak ważne by pojawiały się komiksy z Legend po Polsku
+Powtórzenia niektórych tytułów.W niektórych przypadkach ma to sens, bo na przykład takie Karmazynowe Imperium to naprawdę interesująca opowieść, a jest obecnie praktycznie nie dostępna.
+Nie ma tu grafik na grzbiecie, więc nie trzeba kupować wszystkiego
Samo wydanie jest ładne. Choć jest ono bardziej pod kolekcjonerów. Wolałbym wydanie tańsze, niż takie przez które muszę płacić 50 złotych za tom. Dla mnie liczy się sama historia, a nie jej oprawa.
Inne wady:
-Inny rozmiar niż poprzednie komiksy Egmontu. To jest okropne. Nie dość, ze kosztują więcej to są większego formatu, mają zupełnie inne grzbiety przez co słabo się prezentują na półce.
-Grzbiety są dość zwyczajne, nie takie jak w przypadku wydań TPB (gdzie każda seria miała swój charakterystyczny układ elementów na grzbiecie) przez co gdy wydadzą kilka tomów jakieś serii nie będzie się wyróżniać jako seria, bo będzie wyglądała tak samo jak reszta komiksów z kolekcji
Najważniejszą jednak wadą jest dobór historii. Większość z nich to albo nic nie znaczące pojedyncze historie, albo początki serii. Mamy więc:
-Cienie Imperium-komiks sam w sobie słaby i broni się jakoś tylko jeśli czytało się książkę pod tym samym tytułem, bo tak to po prostu słaba historyjka wyrwana z kontekstu.
-Darth Vader i Widmowe więzienie-Nie wnoszący nic do uniwersum komiks, będący pojedynczą historią z Vaderem.
-Czystka-zbiór wszystkich komiksów Czystka. Dla mnie to totalnie bez sensu. Nie dość, że tylko pierwszy i ostatni z tych czterech komiksów jest faktycznie w miarę ciekawy, to tak na prawdę wszystkie to ograny pomysł Jedi kontra Vader eksploatowany mnóstwo razy. O ile do Star Wars komiksu te historie pasowały to wrzucenie do Legend było bez sensu. Jest wiele ważniejszych, ciekawszych tytułów
-W cieniu Yavina- czyli komiks z serii Star Wars wydawanej pod koniec istnienia Legends. Zamysł serii to opowiadać historie Luke'a i spółki na nowo jakby nic tam nie było. Sam pomysł na serie jest sztampowy i słaby, a dodanie tego do kolekcji Legend wydaje mi się słabe. Po prostu kolejny zapychacz.
-Mroczne Imperium-totalny bezsens. Skoro niby chcą zrobić serie dla tych co chcieliby poznać Legendy, to po jakiego grzyba dawać tam serie, która dla wielu jest argumentem na to jak całe Star Wars Legends jest słabe. No i mamy tu pierwszą część, bez wydania kolejnej (teraz już wiadomo, że wyjdzie, ale gdy wychodził ten tom nie było wiadomo). Ten komiks jest po prostu nie udanym eksperymentem, który broni się tylko jako ciekawostka dla nerdów, a nie jako coś co może być ambasadorem marki.
-Mara Jade: Ręka Imperatora-dość przeciętny średniak, pomimo bazowania na ciekawej postaci i nawiązań do EU, to nie jest to coś wartego 50 złotych. To zwykły zapychacz.
-Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada-komiksy z Bobą sprawdzały się świetnie w SW Komiks, ale przy cenie 50 złotych za kilka historyjek z tym łowcom to sięgną po to tylko fani tej postaci. Dla innych będzie to tylko zapychacz.
-Karmazynowe Imperium-komiks faktycznie dobry, który zdecydowanie może pokazywać jak fajne są gwiezdnowojenne komiksy. Problemem jest to, że w pierwszym rzucie kolekcji nie mamy pozostałych tomów. Na szczęście poinformowano, że te zostaną wydane. Ale tu mamy coś co ewidentnie nadaje się do tej serii i zasługuje na ponowne wydanie.
-Najlepsze opowieści-będzie to zbiór komiksów z Star Wars Tales. Czyli różne krótkie komiksy. Większość z nich była w SW komiks (ci którzy czytali zapewne kojarzą krótsze historie będące wypełniaczem pozostałych stron, to właśnie z Tales). Jak dla mnie to raczej kolejny zapychacz, bo ciężko znaleźć w Tales tyle naprawdę dobrych komiksów by były one warte kupna tomiku. Co innego w tanim czasopiśmie za 7 złotych (w takim sprawdzają się dobrze). Jedyne co mogłoby mnie skłonić do sięgnięcia to gdyby wrzucili tam wydany niegdyś przez amber komiks Zagłada. Reszta albo już była, albo nie jest ciekawa.
-Opowieści Jedi: Dawni rycerze-to faktycznie dobry wybór, bo Opowieści Jedi są dla Legend bardzo ważną serią. Bardzo często w grach wideo, książkach czy komiksach pojawiają sie nawiązania do serii. Szkoda tylko, że jak na razie to wygląda na to, że wydadzą tylko jeden tom z tej serii.
-Karmazynowe Imperium II i III-choć druga część jest słabsza to dobrze, że wydają kolejne części, bo pierwsza, była świetna
Jak widać w serii dużo zapychaczy (6), jeden komiks, który ludzi bardziej zniechęci niż zachęci i kilka faktycznie dobrych pozycji. Zamiast rozstrzelać się na całość uniwersum, mogli skupić się na wydaniu paru serii w całości. Bo jak to ma kogoś zachęcić do czytania komiksów SW, skoro wydaje on 50 złoty na komiks będący początkiem czegoś co nie wiadomo czy wydadzą całe. Poza tym akurat taki dobór tytułów słabo pokazuje atuty uniwersum.
czwartek, 7 lipca 2016
Komiksowe lato (2) Mara Jade: Ręka Imperatora
Mara Jade: Ręka Imperatora
Komiks z dość popularną postacią, ale niestety jest on dość średni. Przybliże tu moje odczucia po przeczytaniu komiksu. Zarówno te pozytywne jak i negatywne.
+ Wiele nawiązań do ówczesnego EU. Pojawiają się nawiązania do Cieni Imperium, do X-wingów oraz Trylogii Thrawna, w której debiutowala Mara Jade
+Pokazanie Mary Jade jako agentki Imperatora jest świetne
+Sama postać też ciekawie zarysowana
+Rysunki nie są złe jak na swoje czasy
+Gdy akcja przenosi się na wydarzenia po bitwie o Endor, akcja też idzie w miarę ciekawie
+Pierwsza połowa komiksu jest całkiem spoko...
-...druga już nie
-Niestety komiks reprezentuje poziom wielu komiksów SW z lat 90., czyli nie jest tragicznie, są fajne rzeczy, ale ciężko się czyta i miejscami wszystko się wlecze
-Dużo przemyśleń bohaterki, które nie są, ani ważne, ani ciekawe, a sprawiają, że historia jest przegadana
-Historia sprawia wrażenie, że twórcy trochę nie wiedzieli jak pociągnąć tę historie
-Troszeczkę przesadne rysowanie bohaterki, gdy się za kogoś przebiera, albo kogoś udaje. Ja rozumiem, że ma wygladać jak inna osoba, ale pewne rzeczy powinny chociaż sprawiać wrażenie że to ta sama postać. Czasami zresztą wystarczy, że Mara jest w innym stroju i już rysują ją inaczej, jakby była zupełnie inną osobą.
-Końcówka nudna i sztampowa
-Inny format niż w przypadku komiksów SW wydawanych przez Egmont we wcześniejszych latach (od amberowego formatu też się różni)
-Komiks niezbyt warty 50 złotych.
Dość średni komiks. O ile jak takie kiedyś pojawiały się w Star Wars Komiks, to za te 7, 10 czy 15 złoty można było po to sięgnąć, tak przy obecnych wydaniach to totalnie się nie opłaca.
Komiks z dość popularną postacią, ale niestety jest on dość średni. Przybliże tu moje odczucia po przeczytaniu komiksu. Zarówno te pozytywne jak i negatywne.
+ Wiele nawiązań do ówczesnego EU. Pojawiają się nawiązania do Cieni Imperium, do X-wingów oraz Trylogii Thrawna, w której debiutowala Mara Jade
+Pokazanie Mary Jade jako agentki Imperatora jest świetne
+Sama postać też ciekawie zarysowana
+Rysunki nie są złe jak na swoje czasy
+Gdy akcja przenosi się na wydarzenia po bitwie o Endor, akcja też idzie w miarę ciekawie
+Pierwsza połowa komiksu jest całkiem spoko...
-...druga już nie
-Niestety komiks reprezentuje poziom wielu komiksów SW z lat 90., czyli nie jest tragicznie, są fajne rzeczy, ale ciężko się czyta i miejscami wszystko się wlecze
-Dużo przemyśleń bohaterki, które nie są, ani ważne, ani ciekawe, a sprawiają, że historia jest przegadana
-Historia sprawia wrażenie, że twórcy trochę nie wiedzieli jak pociągnąć tę historie
-Troszeczkę przesadne rysowanie bohaterki, gdy się za kogoś przebiera, albo kogoś udaje. Ja rozumiem, że ma wygladać jak inna osoba, ale pewne rzeczy powinny chociaż sprawiać wrażenie że to ta sama postać. Czasami zresztą wystarczy, że Mara jest w innym stroju i już rysują ją inaczej, jakby była zupełnie inną osobą.
-Końcówka nudna i sztampowa
-Inny format niż w przypadku komiksów SW wydawanych przez Egmont we wcześniejszych latach (od amberowego formatu też się różni)
-Komiks niezbyt warty 50 złotych.
Dość średni komiks. O ile jak takie kiedyś pojawiały się w Star Wars Komiks, to za te 7, 10 czy 15 złoty można było po to sięgnąć, tak przy obecnych wydaniach to totalnie się nie opłaca.
Komiksowe lato (1) Astonishing X-men
I tom kupiłem go w ciemno na konwencie (jedno z większych konwentowych szaleństw 55 złotych za komiks tylko dlatego, że napisał go Joss Whedon, twórca firefly, który teraz marnuje swój potencjał w MCU).
Ja z X-men mam tak, że od początku podobał mi się ich koncept, ale za każdym razem, gdy sięgałem po coś z nimi to było jak dla mnie słabe. I film był dla mnie średni, II totalnie słaby i dość nie pamiętam żadnego z wątków, Ostatni bastion wyłączyłem w połowie (choć sam pomysł z lekiem był ciekawy i co ciekawe pojawia się on w Astonishing X-men)
TAS był okropnie dziecinny (ten Spider-mana bronił się nawet gdy po raz pierwszy widziałem go mając 21 lat, a X-men nie)
X-men Ewolucja nie miało zbyt wiele wspólnego z X-men, poza użyciem postaci. Jedyny plus jest taki, że tak po raz pierwszy zobaczyłem postać shadowcat.
Potem czytałem komiksy wydane przez TM-Semic z serii X-men. I chociaż były fajne elementy (pojawienie się shadowcat, oraz postać Nightcrawler).
Następnie Ultimate X-men. Strasznie mnie niewciągnęło, wręcz nudziło i jak zawsze to było tak, że postaci i pewne pomysły wydawały mi się fajne, ale ogólnie jako całość wydało strasznie średnio nudząc mnie.Chociaż jak czytałem Ultimate Spider-mana, to wątki w których gościli X-meni były fajne. I to tam postać Shadowcat była super.
Co do Astonishing X-men tomy 1-3:
+Dobrze rozpisana ekspozycja w pierwszym tomie. Stosunkowo łatwo można wychwycić o co chodzi (w teorii to niby każdy run jest tak pisany, ale temu wychodzi to naprawdę dobrze)
+Świetna postać Shadowcat (szkoda, że w filmach nie jest główną postacią, może wtedy byłyby lepsze)
+Ogólna intryga ciekawa
+Fajne zwroty akcji
+Dużo relacji między postaciami
+Dla mnie było plusem, że znajomość X-menów z lat 80., które wydawał TM-Semic mi się przydało (bo to oznaczało, że pomimo, że czytając Sagę mrocznego feniksa, czy cały wątek Hillfire Club się nudziłem, to chociaż dzięki temu rozumiałem więcej z AX-M)
+Wszystkie postaci są bardzo charakterystyczne i dobrze zarysowane
+Motyw z lekiem na mutacje świetnie poprowadzony
+Gościnne występy innych postaci (w tym biały Nick Fury, Fantastyczna czwórka czy Spider-man)
+Smok Shadowcat jest super!
+Ładne rysunki
+Beast wyglada bardziej kocio, ale to nawet bardziej mi się podoba
-Wątki z drugiego i trzeciego tomu trochę nie są tak super jak pozostałe i momentami wydają się trochę za bardzo nadmuchane, potraktowane przesadnie podniośle. Ale nadal to ciekawe wątki.
niedziela, 8 listopada 2015
Babilon 5 sezon 2 Nadejście cieni
Nadejście cieni
Tak nazywa się drugi sezon serialu. Już od pierwszego odcinka w pełni wynagradza przetrwanie gorszych momentów 1 sezonu. Fabuła serialu była planowana jako całość i to widać. 2 sezon to praktycznie wstęp pod kolejne wydarzenia. Praktycznie każdy odcinek jest na swój sposób ważny, a konfrontacje między stronami przechodzą do następnego etapu.
Zmieniają się też postaci. Jednej z najnudniejszych się pozbyto, a wiele innych przeżyło spore zmiany charakteru związane z wydarzeniami dziejącymi się wokół. W tym serialu nie ma postaci jednoznacznie dobrych czy złych. Jedni czasem mając dobre intencje zatracają się w agresji, inni muszą porzucić walkę i działać bardziej politycznie.
Do serialu dodano trochę humoru tu i ówdzie w mniej znaczących wątkach. Nie psuje on oglądania, raczej pozwala spojrzeć trochę z innej perspektywy na bohaterów i rozładować napięcie. To rzecz, której trochę brakowało w pierwszym sezonie.
Scenografia, kostiumy nadal świetne. Wiadomo, że seriale, zwłaszcza te stare są dość ograniczone w tym zakresie. Jednak twórcy ładnie z tego wybrnęli. Dobrze wykorzystali to co dało się zrobić, byśmy uwierzyli w te miejsca. Efekty komputerowe choć mocno sztuczne to mają swój retroklimat i dodają serialowi uroku.
Czołówka jest znacznie lepsza niż w pierwszym sezonie.
W serialu nie zabrakło tajemnic, zwrotów akcji i różnych politycznych rywalizacji. 2 sezon mocno na tym się skupia i robi to naprawdę dobrze.
9/10
Tak nazywa się drugi sezon serialu. Już od pierwszego odcinka w pełni wynagradza przetrwanie gorszych momentów 1 sezonu. Fabuła serialu była planowana jako całość i to widać. 2 sezon to praktycznie wstęp pod kolejne wydarzenia. Praktycznie każdy odcinek jest na swój sposób ważny, a konfrontacje między stronami przechodzą do następnego etapu.
Zmieniają się też postaci. Jednej z najnudniejszych się pozbyto, a wiele innych przeżyło spore zmiany charakteru związane z wydarzeniami dziejącymi się wokół. W tym serialu nie ma postaci jednoznacznie dobrych czy złych. Jedni czasem mając dobre intencje zatracają się w agresji, inni muszą porzucić walkę i działać bardziej politycznie.
Do serialu dodano trochę humoru tu i ówdzie w mniej znaczących wątkach. Nie psuje on oglądania, raczej pozwala spojrzeć trochę z innej perspektywy na bohaterów i rozładować napięcie. To rzecz, której trochę brakowało w pierwszym sezonie.
Scenografia, kostiumy nadal świetne. Wiadomo, że seriale, zwłaszcza te stare są dość ograniczone w tym zakresie. Jednak twórcy ładnie z tego wybrnęli. Dobrze wykorzystali to co dało się zrobić, byśmy uwierzyli w te miejsca. Efekty komputerowe choć mocno sztuczne to mają swój retroklimat i dodają serialowi uroku.
Czołówka jest znacznie lepsza niż w pierwszym sezonie.
W serialu nie zabrakło tajemnic, zwrotów akcji i różnych politycznych rywalizacji. 2 sezon mocno na tym się skupia i robi to naprawdę dobrze.
9/10
poniedziałek, 26 października 2015
Babilon 5 Zjazd, Znaki i zapowiedzi
Babilon 5 jest serialem science fiction, space opera. Opowiada o stacji, która ma być niezależną przestrzenią dyplomatyczną mającą jednoczyć wszelkie rasy.
Początkiem "Babylon 5" jest jednak film Zjazd, będący pilotem serialu.
Zjazd
Film z 1993 roku jest prologiem serialu. Jeśli patrzeć na niego jak na zwykły film, to mamy dość średnią, sztampową historię. Jednak ma on swoje momenty. Służy w miarę dobrze jako wprowadzenie, bo mamy tu wiele scen, które zapoznają nas ze światem i postaciami. Jednak sama fabuła filmu jest dość słaba. Jedyny powód do obejrzenia to właśnie te sceny wprowadzające, bo one wyszły świetnie. Gdy pierwszy raz podchodziłem do serialu, sceny z filmu bardziej zapamiętałem niż te w serialu.
4/10
Sezon 1: Znaki i zapowiedzi
Sezon ten jest właściwie wstępem do serialu i w tym kryje się cała jego wada. Twórca serialu widać, że umie wymyślać całe światy, obce rasy i mnóstwo rzeczy tworzących ten świat, jednak nie idzie mu zbyt dobrze zrobienie pojedynczych odcinków, które wprowadziłyby do niego widza. Stąd też poziom sezonu jest nie równy. Zdarzają się odcinki bardzo słabe, a zdarzają się mega rewelacyjne. Czasami same odcinki trudno oceniać bo na kilka prezentowanych wątków jeden jest ciekawy, a pozostałe nudne. Najlepiej wychodzą te odcinki, które widać, że są zapowiedzią tego wokół czego będzie toczyć się akcja kolejnych sezonów. Tajemnice, które sprawiają, że aż człowiek chce sięgnąć po następny odcinek. Zazwyczaj jednak ten następny jest powrotem do mało ważnych spraw.
To co wyróżnia Babilon 5 od chociażby Star Trek DS9, to znacznie poważniejsze historie. Tu nie zawsze mamy szczęśliwe zakończenia, postaci stoją czasem przed dylematami, które faktycznie mają jakieś znaczenie i gdzie nie ma dobrej i słusznej drogi. W Babilon 5 postaci są rozbudowane, złożone. Nie ma tych dobrych, ani tych złych. Tutaj każda rasa ma coś na sumieniu. Przedstawione rasy mają swoją historię, w której nie brakowało przemocy i konfliktów zbrojnych.
Gdyby serial powstawał w dzisiejszych czasach raczej zostałby zdjęty po kilku odcinkach. Twórca "Babilon 5" nie potrafi tworzyć pojedynczych historii, które wprowadzą widza w to wszystko i chwycą go tak by nie odszedł. 1 sezon miejscami zapowiada ciekawe rzeczy, lecz gdybym nie wiedział, że kolejne sezony są znacznie lepsze to raczej bym przerwał oglądanie w trakcie.
4/10
Początkiem "Babylon 5" jest jednak film Zjazd, będący pilotem serialu.
Zjazd
Film z 1993 roku jest prologiem serialu. Jeśli patrzeć na niego jak na zwykły film, to mamy dość średnią, sztampową historię. Jednak ma on swoje momenty. Służy w miarę dobrze jako wprowadzenie, bo mamy tu wiele scen, które zapoznają nas ze światem i postaciami. Jednak sama fabuła filmu jest dość słaba. Jedyny powód do obejrzenia to właśnie te sceny wprowadzające, bo one wyszły świetnie. Gdy pierwszy raz podchodziłem do serialu, sceny z filmu bardziej zapamiętałem niż te w serialu.
4/10
Sezon 1: Znaki i zapowiedzi
Sezon ten jest właściwie wstępem do serialu i w tym kryje się cała jego wada. Twórca serialu widać, że umie wymyślać całe światy, obce rasy i mnóstwo rzeczy tworzących ten świat, jednak nie idzie mu zbyt dobrze zrobienie pojedynczych odcinków, które wprowadziłyby do niego widza. Stąd też poziom sezonu jest nie równy. Zdarzają się odcinki bardzo słabe, a zdarzają się mega rewelacyjne. Czasami same odcinki trudno oceniać bo na kilka prezentowanych wątków jeden jest ciekawy, a pozostałe nudne. Najlepiej wychodzą te odcinki, które widać, że są zapowiedzią tego wokół czego będzie toczyć się akcja kolejnych sezonów. Tajemnice, które sprawiają, że aż człowiek chce sięgnąć po następny odcinek. Zazwyczaj jednak ten następny jest powrotem do mało ważnych spraw.
Gdyby serial powstawał w dzisiejszych czasach raczej zostałby zdjęty po kilku odcinkach. Twórca "Babilon 5" nie potrafi tworzyć pojedynczych historii, które wprowadzą widza w to wszystko i chwycą go tak by nie odszedł. 1 sezon miejscami zapowiada ciekawe rzeczy, lecz gdybym nie wiedział, że kolejne sezony są znacznie lepsze to raczej bym przerwał oglądanie w trakcie.
4/10
środa, 23 września 2015
Różowe lata 70.
Jak zapewne wielu wie, jestem fanem seriali space opera. Jednak jest jeszcze jeden gatunek, który lubię i z którego wiele widziałem. Są to seriale komediowe. Lubię je. Gdy czasem nie mam co robić odpalam Comedy central i patrzę co nadają. W ten sposób napotkałem mnóstwo seriali. Sporo z nich była dość średnia, parę słabych, ale i też trochę dobrych.
Omawiany serial początkowo robił na mnie dość słabe wrażenie do czasu kiedy nie natrafiłem na maraton jednego z sezonów. Pomimo iż na tle innych seriali nie wydawał się niczym szczególnym na tle innych przedstawicieli gatunku to jednak dialogi i postaci były na tyle dobre, że nawet nie pomyślałem o przełączeniu na inny kanał.
W ciągu ostatnich dni obejrzałem od początku do końca wszystkie sezony serialu "Różowe lata 70.".
Od początku do końca, wszystkie odcinki.
Serial opowiada o młodych ludziach żyjących w latach 70. Główne postaci są zasadniczo wielkim plusem serialu. Każda postać ma w sobie coś charakterystycznego, co sprawia, że ich interakcji z innymi są ciekawe i zabawne. Poza tym postaci się rozwijają i to w miarę konsekwentnie. To co przeżyli w jakiś sposób wpływa na nich. Poza tym twórcy prze większość czasu umiejętnie stawiali przed bohaterami kolejne wyzwania tak, by z jednej strony nie było nudno, a z drugiej są one dość realne i nie popada się tu przesadę. Płynnie jedne problemy przechodzą w drugie, nie niszcząc jednak samych postaci.
Plusem są dialogi. To jedna z ważnych elementów gatunku. I w tym serialu są one dobre. Nie jeden tekst zostaje w głowie po obejrzeniu.
Zaletą też są różne wstawki w stylu wyobrażeń bohaterów, które nawiązują do popkultury.
Oczywiście poziom serialu nie jest równy. Pierwsze 2 sezony są dobre. Dość często nawiązują one do wydarzeń lat 70. jak chociażby rosnący feminizm czy premiera "Gwiezdnych wojen". Fabuła choć często czerpie popularnych motywów to jednak robi to często w świeży sposób. Potem mamy 3 sezon, który jest dość mocno sztampowy, a serial zaczyna być po prostu kolejnym sitcomem jak wiele innych. Wiele żartów było już mniej zabawnych, fabuły były mniej przemyślane, a za to bardziej przewidywalne. Na szczęście dość mądre posunięcie twórców przy zakończeniu sezonu otworzyło furtkę do sezonu 4-tego. Już pierwszy odcinek jest interesujący, a później jest tylko lepiej. Sam finał też był ciekawy. Potem sezon 5, który trzymał poziom poprzednika. Sezony 4-5 co prawda skupiał się bardziej na postaciach niż na latach 70. jednak ponieważ postaci były dobrze napisane, to nie przeszkadzało to serialowi, a działało na jego korzyść. Niestety jak osiąga się szczyt to można tylko spaść. Szósty sezon był już słabszy od poprzedników. Nadal był to dobry serial, ale niektóre motywy, były dość kiepsko poprowadzone. I w tym sezonie mamy też moim zdaniem słaby wątek w finale sezonu. Zarówno początek jak i finał 6 sezonu nie są tak dobre jak przy poprzednich, a zakończenie tego sezonu może nawet wydawać się nieco bezsensowne. 7 sezon kontynuował dalej historie, ale ma się wrażenie, że już twórcom troszeczkę brakowało pomysłów. Rozwój postaci i to co się z nimi wcześniej działo miało tutaj mniejsze znaczenie. Pojawiło się masa motywów z dość naciąganą logiką. Finał choć trochę poruszający i nostalgiczny to jednak patrząc z perspektywy fabuły zdawał się być kitem wciśniętym w ostatniej chwili. 8 sezon był jednak najsłabszy. Brakowało już pomysłów. Nawet odejście aktorów grających dwie z głównych postaci, nie zepsuło tak tego sezonu jak po prostu brak pomysłu na dalsze losy bohaterów. Zakończenie nie wyróżnia się zbytnio, ani na plus ani na minus. Jest tak samo miałkie jak reszta sezonu.
Wadą serialu może być poziom niektórych odcinków w ostatnim sezonie. Tak samo konsekwencja i dobre rozbudowywanie postaci ginie gdzieś w 7 sezonie. Niektóre odcinki czy żarty mogą się wydawać czasem nieco wtórne.
Omawiany serial początkowo robił na mnie dość słabe wrażenie do czasu kiedy nie natrafiłem na maraton jednego z sezonów. Pomimo iż na tle innych seriali nie wydawał się niczym szczególnym na tle innych przedstawicieli gatunku to jednak dialogi i postaci były na tyle dobre, że nawet nie pomyślałem o przełączeniu na inny kanał.
W ciągu ostatnich dni obejrzałem od początku do końca wszystkie sezony serialu "Różowe lata 70.".
Od początku do końca, wszystkie odcinki.
Serial opowiada o młodych ludziach żyjących w latach 70. Główne postaci są zasadniczo wielkim plusem serialu. Każda postać ma w sobie coś charakterystycznego, co sprawia, że ich interakcji z innymi są ciekawe i zabawne. Poza tym postaci się rozwijają i to w miarę konsekwentnie. To co przeżyli w jakiś sposób wpływa na nich. Poza tym twórcy prze większość czasu umiejętnie stawiali przed bohaterami kolejne wyzwania tak, by z jednej strony nie było nudno, a z drugiej są one dość realne i nie popada się tu przesadę. Płynnie jedne problemy przechodzą w drugie, nie niszcząc jednak samych postaci.
Plusem są dialogi. To jedna z ważnych elementów gatunku. I w tym serialu są one dobre. Nie jeden tekst zostaje w głowie po obejrzeniu.
Zaletą też są różne wstawki w stylu wyobrażeń bohaterów, które nawiązują do popkultury.
Oczywiście poziom serialu nie jest równy. Pierwsze 2 sezony są dobre. Dość często nawiązują one do wydarzeń lat 70. jak chociażby rosnący feminizm czy premiera "Gwiezdnych wojen". Fabuła choć często czerpie popularnych motywów to jednak robi to często w świeży sposób. Potem mamy 3 sezon, który jest dość mocno sztampowy, a serial zaczyna być po prostu kolejnym sitcomem jak wiele innych. Wiele żartów było już mniej zabawnych, fabuły były mniej przemyślane, a za to bardziej przewidywalne. Na szczęście dość mądre posunięcie twórców przy zakończeniu sezonu otworzyło furtkę do sezonu 4-tego. Już pierwszy odcinek jest interesujący, a później jest tylko lepiej. Sam finał też był ciekawy. Potem sezon 5, który trzymał poziom poprzednika. Sezony 4-5 co prawda skupiał się bardziej na postaciach niż na latach 70. jednak ponieważ postaci były dobrze napisane, to nie przeszkadzało to serialowi, a działało na jego korzyść. Niestety jak osiąga się szczyt to można tylko spaść. Szósty sezon był już słabszy od poprzedników. Nadal był to dobry serial, ale niektóre motywy, były dość kiepsko poprowadzone. I w tym sezonie mamy też moim zdaniem słaby wątek w finale sezonu. Zarówno początek jak i finał 6 sezonu nie są tak dobre jak przy poprzednich, a zakończenie tego sezonu może nawet wydawać się nieco bezsensowne. 7 sezon kontynuował dalej historie, ale ma się wrażenie, że już twórcom troszeczkę brakowało pomysłów. Rozwój postaci i to co się z nimi wcześniej działo miało tutaj mniejsze znaczenie. Pojawiło się masa motywów z dość naciąganą logiką. Finał choć trochę poruszający i nostalgiczny to jednak patrząc z perspektywy fabuły zdawał się być kitem wciśniętym w ostatniej chwili. 8 sezon był jednak najsłabszy. Brakowało już pomysłów. Nawet odejście aktorów grających dwie z głównych postaci, nie zepsuło tak tego sezonu jak po prostu brak pomysłu na dalsze losy bohaterów. Zakończenie nie wyróżnia się zbytnio, ani na plus ani na minus. Jest tak samo miałkie jak reszta sezonu.
Wadą serialu może być poziom niektórych odcinków w ostatnim sezonie. Tak samo konsekwencja i dobre rozbudowywanie postaci ginie gdzieś w 7 sezonie. Niektóre odcinki czy żarty mogą się wydawać czasem nieco wtórne.
poniedziałek, 20 lipca 2015
Grałem w grę (1) Bioshock Infinite
Gry komputerowe mają w sobie pewien potencjał, który niestety rzadko kiedy jest wykorzystywany. Chodzi mi o sposób opowiadania opowieści. Gry często spychają fabułę na margines traktując ją tylko jako pretekst. A nawet jeśli opowiadają pełnowymiarową historie to upodabniają ją do innych mediów. Na przykład w starych RPG czy grach tekstowych fabuła była opowiadana jak w książce, głównie poprzez opisy i pojedyncze ilustracje (sam obraz pełnił bardziej funkcje pewnych umownych symboli). W dzisiejszych czasach wiele gier próbuje naśladować filmy. Jednak wychodzi to różnie.
Bioshock Infinite jest świetne jeśli chodzi o warstwę fabularną. Doskonale wykorzystuje specyfikę gry komputerowej by opowiedzieć historie. Dla niektórych wadą może być, że na aspekcie opowieści skupiono się za bardzo. Gra ma bowiem poważną wadę: jako gra sama w sobie nie jest niczym rewelacyjnym czy innowacyjnym. Pod względem systemu rozgrywki pojawiają się pewne rażące błędy i dziwne rozwiązania. Przez to zwłaszcza pod koniec strzelanie robi się upierdliwym dodatkiem to wspaniałej opowieści. Zwłaszcza, że pod koniec większość wrogów zaczyna się powtarzać, a ci nowi nie są ciekawi, tylko bardziej irytujący. Problemem bywa to, ze w grze mamy przy sobie tylko dwie bronie. Za każdym razem jak podnosimy nową tracimy tą którą mieliśmy w ręce. Czasami może doprowadzić do tego, że podczas finału nie będziemy odpowiedniej broni i będziemy musieli powtarzać ów etap mnóstwo razy. Niestety w finale poziom trudności nagle skacze i nawet na najłatwiejszym poziomie sprawia trudności.
Fabuła może się wydawać prosta. Mamy pójść do pewnej wieży i zabrać z niej więzioną młodą dziewczynę. Jednak to sprowadza na nas kłopoty.
Może to brzmieć jak jakaś baśń, jednak pomimo pięknej nieco bajkowej grafiki i pewnych elementów fabuły, gra jest bardzo mroczna. Bajkowa stylistyka służy jako pewien kontrast z mroczniejszymi lokacjami. Świat gry jest piękny. nie jest to jakaś fotorealistyczna grafika, ale jest bardzo ładna. Główne miejsce akcji czyli miasto Columbia jest niesamowicie piękne. W sumie nie widziałem ładniejszej lokacji w żadnej grze komputerowej. Nie dość, że mamy tu piękną architekturę, to jeszcze każdy budynek, każda lokacja ma masę różnych szczegółów. Dużo jest wszędzie różnych plakatów propagandowych czy rzeczy, które mówią nam o historii miasta.
Historia opowiedziana w grze jest w miarę sprawnie. Klimat opowieści wręcz wylewa się z ekranu. W dodatku fabuła mówi o wielu różnych rzeczach, a nawet ma porządne zwroty akcji, które mają sens. Problemem niestety jest to, iż w Polskiej wersji nie możemy zobaczyć wszystkich elementów układanki w rodzimym języku. Audiodzienniki na które natrafiamy w różnych miejscach, które mówią nam co nie co na temat świata, nie zostały przetłumaczone na język Polski. Tak samo różne plakaty czy napisy pojawiające się na elementach otoczenia. Jednak nie przeszkadza to w ukonczeniu i cieszeniu się nią.
W grze pomaga nam Elisabeth, dziewczyna, którą ratujemy z wieży. Jest to świetnie zrobiona postać. Nie dość, że ma ona dużo charakteru, to widać też, że twórcy bardzo się starali by jej zachowanie było jak najbardziej realistyczne. I udało im się to. Postać, ta zachowuje się bardzo naturalnie, że aż ciężko uwierzyć, że nie jest prawdziwa.
W dodatku twórcy znaleźli dla tej postaci dobre zastosowanie w walce. Podczas, gdy my strzelamy do hord wrogów, ona szuka amunicji i soli (coś jak mana w butelce). W dodatku jest też w stanie aktywować pewne elementy otoczenia. Postać ta jest sercem tej gry. Jej relacja z Bookerem (postać w którą się wcielamy) jest świetnie poprowadzona.
Zdecydowanym plusem fabuły jest to jak bardzo jest ona kompletna. Nie ma tu żadnych furtek do sequela. Żadnych gorzej wykorzystanych elementów fabuły. Po prostu mamy kompletną opowieść.
W momencie premiery gry nie mieliśmy w niej nic poza fabularną kampanią. Jednak z czasem pojawiły się 3 DLC do gry.
Starcie w chmrach
Pierwszym z nich było Starcie w chmurach czyli swego rodzaju tryb wyzwań, gdzie walczymy z hordami przeciwników. Każda misja ma też zadanie specjalne. Na przykład zabij wszystkich wrogów z określonej broni, albo nie strać punktów życia.
Dodatek zawiera 4 areny, które niestety są żywcem przeniesione z samej gry.
Jak wspominałem walka w Bioshocku nie była zachwycającym elementem (była wykonana na poziomie poprawnym), stąd też ten dodatek nie ma w sobie nic wielkiego i ważnego.
Pogrzeb na morzu część 1
Ten dodatek otwiera cykl dwóch dodatków wiążących Infinite z poprzednimi Bioshockami. Dla fanów tych gier jest to ciekawa rzecz. Problemem jest jednak to, że pierwsza część w gruncie rzeczy dość krótka. Całość można przejść w dwie godziny.
Dodatek jest dość drogi i jak na tak krótką grę kosztuje zbyt dużo. Na szczęście każdy, kto posiada Polską pudełkową wersje gry wszystkie trzy dodatki dostaje gratis.Na steam można wykupić dostęp do wszystkich dodatków i jest to bardziej opłacalna opcja. Zwłaszcza jak znajdziemy jakąś dobrą ofertę.
Pogrzeb na morzu część 2
Druga część jest znacznie dłuższa. Można powiedzieć wręcz, że jest trochę za długa. Fabuła powiem jest dość prosta, ale trochę za bardzo przeciągana na siłę. Warto wspomnieć, że w tym dodatku wcielamy się w Elisabeth, co ma zasadnicze wady. Po pierwsze nikt nam nie podaje amunicji, ani soli. Po drugie nie widzimy Elisabeth. Po trzecie postać ta jest znacznie słabsza w walce i wiele poziomów jest stworzonych wokół skradania.
Jest tu jeszcze więcej nawiązań do Bioshocków. Sam dodatek ma swoje plusy jednak mnie jakoś nie zachwycił. Jeśli mamy go za darmo to warto przejść, ale czy warto kupować? No tylko jeśli ktoś bardzo lubi Bioshocka.
Warto też zauważyć iż oba dodatki Pogrzeb na morzu dość mocno odchodzą od atmosfery Bioshock Infinite i trochę mi się to nie podobało. Mimo wszystko wolałbym cos bliższego głównej grze.
Choć są pewne momenty, którymi się nieźle zachwyciłem, to były też takie które mnie zamęczyły i były dla mnie już trochę zbyt przesadnie mroczne.

CIEKAWOSTKI
-Sama gra zmieniała się przez lata. W pierwszym filmiku odnośnie gry, pochodzącym z 2010 roku, Elizabeth wygląda nieco inaczej i pełni inną rolę w walce. Zamiast szukać amunicji to używa specjalnych umiejętności do walczenia z atakującymi nas wrogami.
-W 2011 pokazano filmik z rozgrywki. Żadna z tych sekwencji nie trafiła do ostatecznej gry. Warto jednak dodać, że w ów filmiku znajduje się odniesienie do Gwiezdnych wojen. W jednym z momentów widać kino z napisem Revenge of the Jedi (tytuł który miała mieć 6 część Star Wars zanim zmieniono ją w Powrót Jedi).
Gra Bioshock Infinite jako gra nie wymiata, wręcz miejscami irytuje i nudzi. Jednak jako opowieść jest naprawdę ciekawą pozycją, która może zainteresować nawet niedzielnych graczy.
Szkoda, że nie ma więcej takich gier. Chętnie zobaczyłbym opowieść z tak ciekawą fabułą wśród gier Star Wars. Niestety zamiast tego produkują Battlefronta, który nie będzie miał fabuły.
Szkoda, że twórcy gier nie dostrzegają potencjału opowiadania opowieści w nich. Sami gracze czasami mówią. "Chcesz fabuły? to obejrzyj sobie film.". Co pokazuje, że ludzie nie rozumieją, że opowieść opowiedziana w grze jest inna niż filmowa. Gra poprzez interaktywność ma większą możliwość wciągnięcia nas w opowieść.
Fabuła może się wydawać prosta. Mamy pójść do pewnej wieży i zabrać z niej więzioną młodą dziewczynę. Jednak to sprowadza na nas kłopoty.
Może to brzmieć jak jakaś baśń, jednak pomimo pięknej nieco bajkowej grafiki i pewnych elementów fabuły, gra jest bardzo mroczna. Bajkowa stylistyka służy jako pewien kontrast z mroczniejszymi lokacjami. Świat gry jest piękny. nie jest to jakaś fotorealistyczna grafika, ale jest bardzo ładna. Główne miejsce akcji czyli miasto Columbia jest niesamowicie piękne. W sumie nie widziałem ładniejszej lokacji w żadnej grze komputerowej. Nie dość, że mamy tu piękną architekturę, to jeszcze każdy budynek, każda lokacja ma masę różnych szczegółów. Dużo jest wszędzie różnych plakatów propagandowych czy rzeczy, które mówią nam o historii miasta.
Historia opowiedziana w grze jest w miarę sprawnie. Klimat opowieści wręcz wylewa się z ekranu. W dodatku fabuła mówi o wielu różnych rzeczach, a nawet ma porządne zwroty akcji, które mają sens. Problemem niestety jest to, iż w Polskiej wersji nie możemy zobaczyć wszystkich elementów układanki w rodzimym języku. Audiodzienniki na które natrafiamy w różnych miejscach, które mówią nam co nie co na temat świata, nie zostały przetłumaczone na język Polski. Tak samo różne plakaty czy napisy pojawiające się na elementach otoczenia. Jednak nie przeszkadza to w ukonczeniu i cieszeniu się nią.
W grze pomaga nam Elisabeth, dziewczyna, którą ratujemy z wieży. Jest to świetnie zrobiona postać. Nie dość, że ma ona dużo charakteru, to widać też, że twórcy bardzo się starali by jej zachowanie było jak najbardziej realistyczne. I udało im się to. Postać, ta zachowuje się bardzo naturalnie, że aż ciężko uwierzyć, że nie jest prawdziwa.
W dodatku twórcy znaleźli dla tej postaci dobre zastosowanie w walce. Podczas, gdy my strzelamy do hord wrogów, ona szuka amunicji i soli (coś jak mana w butelce). W dodatku jest też w stanie aktywować pewne elementy otoczenia. Postać ta jest sercem tej gry. Jej relacja z Bookerem (postać w którą się wcielamy) jest świetnie poprowadzona.
W momencie premiery gry nie mieliśmy w niej nic poza fabularną kampanią. Jednak z czasem pojawiły się 3 DLC do gry.
Starcie w chmrach
Pierwszym z nich było Starcie w chmurach czyli swego rodzaju tryb wyzwań, gdzie walczymy z hordami przeciwników. Każda misja ma też zadanie specjalne. Na przykład zabij wszystkich wrogów z określonej broni, albo nie strać punktów życia.
Dodatek zawiera 4 areny, które niestety są żywcem przeniesione z samej gry.
Jak wspominałem walka w Bioshocku nie była zachwycającym elementem (była wykonana na poziomie poprawnym), stąd też ten dodatek nie ma w sobie nic wielkiego i ważnego.
Pogrzeb na morzu część 1
Ten dodatek otwiera cykl dwóch dodatków wiążących Infinite z poprzednimi Bioshockami. Dla fanów tych gier jest to ciekawa rzecz. Problemem jest jednak to, że pierwsza część w gruncie rzeczy dość krótka. Całość można przejść w dwie godziny.
Dodatek jest dość drogi i jak na tak krótką grę kosztuje zbyt dużo. Na szczęście każdy, kto posiada Polską pudełkową wersje gry wszystkie trzy dodatki dostaje gratis.Na steam można wykupić dostęp do wszystkich dodatków i jest to bardziej opłacalna opcja. Zwłaszcza jak znajdziemy jakąś dobrą ofertę.
Pogrzeb na morzu część 2
Druga część jest znacznie dłuższa. Można powiedzieć wręcz, że jest trochę za długa. Fabuła powiem jest dość prosta, ale trochę za bardzo przeciągana na siłę. Warto wspomnieć, że w tym dodatku wcielamy się w Elisabeth, co ma zasadnicze wady. Po pierwsze nikt nam nie podaje amunicji, ani soli. Po drugie nie widzimy Elisabeth. Po trzecie postać ta jest znacznie słabsza w walce i wiele poziomów jest stworzonych wokół skradania.
Jest tu jeszcze więcej nawiązań do Bioshocków. Sam dodatek ma swoje plusy jednak mnie jakoś nie zachwycił. Jeśli mamy go za darmo to warto przejść, ale czy warto kupować? No tylko jeśli ktoś bardzo lubi Bioshocka.
Warto też zauważyć iż oba dodatki Pogrzeb na morzu dość mocno odchodzą od atmosfery Bioshock Infinite i trochę mi się to nie podobało. Mimo wszystko wolałbym cos bliższego głównej grze.
Choć są pewne momenty, którymi się nieźle zachwyciłem, to były też takie które mnie zamęczyły i były dla mnie już trochę zbyt przesadnie mroczne.
CIEKAWOSTKI
-Sama gra zmieniała się przez lata. W pierwszym filmiku odnośnie gry, pochodzącym z 2010 roku, Elizabeth wygląda nieco inaczej i pełni inną rolę w walce. Zamiast szukać amunicji to używa specjalnych umiejętności do walczenia z atakującymi nas wrogami.
-W 2011 pokazano filmik z rozgrywki. Żadna z tych sekwencji nie trafiła do ostatecznej gry. Warto jednak dodać, że w ów filmiku znajduje się odniesienie do Gwiezdnych wojen. W jednym z momentów widać kino z napisem Revenge of the Jedi (tytuł który miała mieć 6 część Star Wars zanim zmieniono ją w Powrót Jedi).
Gra Bioshock Infinite jako gra nie wymiata, wręcz miejscami irytuje i nudzi. Jednak jako opowieść jest naprawdę ciekawą pozycją, która może zainteresować nawet niedzielnych graczy.
Szkoda, że nie ma więcej takich gier. Chętnie zobaczyłbym opowieść z tak ciekawą fabułą wśród gier Star Wars. Niestety zamiast tego produkują Battlefronta, który nie będzie miał fabuły.
Szkoda, że twórcy gier nie dostrzegają potencjału opowiadania opowieści w nich. Sami gracze czasami mówią. "Chcesz fabuły? to obejrzyj sobie film.". Co pokazuje, że ludzie nie rozumieją, że opowieść opowiedziana w grze jest inna niż filmowa. Gra poprzez interaktywność ma większą możliwość wciągnięcia nas w opowieść.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








